25 marca 2009

Kłopoty kryminalnych cz.73

Cześć Kochani !!



Oświadczam , że wróciłam na bloga tylko zamiast pisać notkę oglądam i porównuję laptopy w necie. Skończą się wyjazdy bez neta !



Adam jak zwykle był pierwszy na komendzie i siedząc przy biurku pił poranną kawę.

- witamy szefa w 2008 roku – do biura weszli objęci Nowaccy

- cześć – odparł Adam- co to za spóźnialstwo ?

- ciesz się , że w ogóle jesteśmy bo o mało co a zostalibyśmy w Wiśle do wiosny – Basia- wiesz ile tam śniegu ?

- no to się bardzo cieszę , że Was widzę. Wypoczęliście ? – Adam

- jasne – Basia usiadła przy swoim biurku- co u Was? Jak Ala ?

- Alicję jutro wypisują , niedawno zaczęła raczkować a teraz gips jej przeszkadza i głośno protestuje – uśmiechnął się Adam

- no to tragedia – zakpił Paweł

- cześć wszystkim – przywitał się Brodecki

- a co u Was ? – dopytywała się Basia

- tak sobie – mruknął Brodecki- Kasia musi zostać w szpitalu do końca ciąży, dzieciaki tęsknią a już mam wszystkiego dość.

- uszy do góry, wszystkie nieszczęścia kiedyś się kończą – odezwał się Paweł – oo, cześć Szczepan !

- czołem ! Mamy zgłoszenie, kurka – oznajmił Żałoda – na Żoliborzu

- a co u Was ? – odwzajemnił pytanie Zawada

- a nie widać ? – Basia uśmiechnęła się promiennie

- na razie nie , a kiedy będzie widać ? – Adam

- oj Adam, jak coś wymyśłisz to szkoda gadać – obruszyła się Nowacka zakładając kurtkę- idziemy ?

- oczywiście Basieńko - odpowiedział Zawada patrząc pytająco na Pawła, który zwruszył ramionamiz miną ” Nic nie wiem ” i wyszli z komendy.

- jak się udał Sylwester ? – rzucił Marek siadając za kierownice Fiata

- mieliśmy jechać do Zakopanego – zaczął Adam – ale zostaliśmy chociaż Tata się zaofiarował , że będzie przy małej. A Wy to pewnie balowaliście podwójnie , co? Rocznica i Sylwester ?

- taak – odpowiedziała Basia rozmarzonym glosem- Marek, zawróć !

- ominąłeś zjazd ! – dodał Adam

- chciałem ominąć korek – oburzył się Brodecki

Kilkanaście minut później zaparkowali pod blokami na Żoliborzu.

- ul. Kossaka to tam , zresztą już widać ekipę – wskazał Marek

- cześć chłopaki – przywitał się Adam – co mamy ?

- cześć Adasiu – Zuzia – dzieciaki lepiły bałwana i trafiły na zwłoki. Musiał leżeć tak kilka dni

- ktoś go zasypał śniegiem jak odgarniali z chodnika – stwierdził Marek przyglądając się uważnie

- no , mróz był ostatnio – Paweł – gdzie te dzieciaki ?

- siedzią w radiowozie z matką – Zuzia- aa, Paweł ! Dzwonili z Domu Dziecka, podobno coś z Łukaszem się dzieje .

- dzięki za wiadomość, przedzwonię tam – odpowiedział Nowacki i wsiadł do radiowozu

- jak zginął denat ? – zapytała Basia

- na chwilę obecną mogę powiedzieć , że zamarzł – odpowiedział lekarz- znalazłem 2 rany kłute

- nie ma portfela, telefonu i zegarka , ale znalazłam dokumenty – dorzuciła Zuzia- to Leszek Musiał , mieszkał w tym bloku.

- Adam, mogę pojechać do Łukasza ? – podszedł Paweł

- mamy sprawę , sprawdź czy było zgłoszone zaginięcie Leszka Musiała – odpowiedział Zawada- co powiedziały dzieciaki ?

- lepiły bałwana i nagle coś im przeszkodziło więc to odkopały i narobiły wrzasku – odparł Nowacki - zapytać w Centrali o Musiała czy mam wracać na Komendę ?

- a Tobie co? Urlop zaszkodził ? – zdenerwował się Adam

- Musiał wyszedł w Sylwestra puszczać petardy i nie wrócił . Zgłoszenie przyjęto 2 stycznia od żony Beaty Musiał – powiedziała Zuzia

- dobra, chłopaki idziecie przesłuchać sąsiadów a ja z Basią zawiadomić rodzinę – zdecydował Zawada

Komisarze weszli do budynku i rozdzielili się. Basia z Adamem wjechali windą na 5 piętro i zapukali do drzwi mieszkania państwa Musiałów.

- dzień dobry, nadkomisarz Zawada i komisarz Nowacka z Komendy Głównej- zaczął Adam patrząc na zdenerwowaną kobietę, która otwarła im drzwi.

- w sprawie męża ? Znalazł się ? – zapytała z nadzieją

- możemy wejść – spokojnie zapytała Basia i rzuciła spojrzenie Adamowi

- tak ,oczywiście, proszę. – pani Beata zamknęła drzwi mieszkania i oparła się nerwowo o ścianę

- może gdzieś usiądziemy ? – zaproponował Adam

- proszę do salonu . Więc znaleźliście mojego męża , tak? Gdzie jest ? – nerwowo pytała Beata

- czy ma pani jakieś zdjęcia męża ? – zapytała Basia siadając obok Adama na kanapie- chcielibyśmy porównać z … – urwała w ostatnim momencie

- tak, już poszukam- p. Beata zerwała się z krzesła i po kilku minutach przyniosła cały album ze zdjęciami. Adam tylko rzucił okiem na fotografię i westchnął ciężko. Nigdy nie lubił tego momentu.

- no , gdzie On jest ? – wybuchnęła w końcu kobieta

- proszę Pani, pani mąż …- zaczął nadkomisarz- nie żyje. Bardzo mi przykro.

- niee ! To niemożliwe ! Nieprawda ! On zaraz wróci ! – rozpłakała się pani Musiałowa

Marek i Paweł dotarli na 2 piętro i zadzwonili do kolenych drzwi.

- czego, kurwa, chcecie ? – drzwi otworzyły się z impetem ukazując młodego chłopaka w rozpiętej koszuli z butelką piwa w ręce

- Policja – Marek pokazał odznakę a Nowacki nagle odwrócił się ukrywając śmiech- chcielibyśmy zapytał czy w sylwestrową noc nie widział pan czegoś podejrzanego ?

- na przykład co ? – chłopak pociągnął łyk piwa z butelki

- zginął pana sąsiad Leszek Musiał – Paweł – szukamy świadków zdarzenia

- może i widziałem, zależy za ile – odparł chłopak

- za 48 godzin bo tyle możesz dostać jak Cię zgarniemy na przesłuchanie – warknął Brodecki

- aa, dobra, spoko koleś – chłopak – w sylwka byłem z całą paczką ale byłem zalany i nic nie pamiętam. Pytajcie kumpli

- to daj adresy i numery telefonów - Paweł

W mieszkaniu państwa Musiałów kobieta powoli się uspokajała i zaczęła odpowiadać na pytania

- o której mąż wyszedł z domu ? – Adam

- kilka minut po północy. Wypiliśmy po lampce szampana i wyszedł. Dzwoniłam do Niego ale nie odbierał

- może nam pani podać jego numer komórki ? – Basia wyciągnęła notes i zapisała cyfry- długo tu mieszkacie ?

- 6 lat. To spokojna okolica, mieliśmy blisko do pracy – kobiecie znów popłynęły łzy – kto mógł to zrobić ? Dlaczego ?

- obiecuję Pani, że się dowiem – odpowiedział Adam- gdyby się pani coś jeszcze przypomniało to proszę dzwonić . To moja wizytówka. Do widzenia.



ciąg dalszy nastąpi !! Notka krótka ale to dopiero początek więc postaram się napisać coś dobrego i porządnego w następnej części. Pozdrawiam !! Komentujcie !

15 marca 2009

8/72

Na komendzie

Basia przesłuchiwała Joannę Bielską podejrzaną o zabójstwo Justyny Kopackiej. Marek w tym czasie stał razem z Grodzkim za lustrem weneckim i przysłuchiwał się przesłuchaniu.
-Co za bzdury ktoś Pani naopowiadał, nie znam żadnej Kopackiej.Może kiedyś znałam Justynę, ale już od lat się nie spotykamy.- Asia
-Ale była pani w bibliotece, kilka dni przed zabójstwem i pytała się o nią?- Basia
-A nawet jeśli byłam to co? Nie wolno już normalnie przyjść do biblioteki?-Asia
-To była tam pani czy nie?
- Może i byłam, a co to panią obchodzi?Myslicie,że zabiłam tą idiotkę?- Asia
-To Pani to powiedziała.My się nad tym tylko zastanawiamy.- komisarz Nowacka
-Czy ma pani pozwolenie na broń?W aucie którym pani podróżowała znaleziono to.-Basia pokazała pistolet
- Tak mam. Od kilku lat razem z moim chłopakiem chodzimy na strzelnicę. On jest ochroniarzem. Ja od roku mam pozwolenie na broń. Zdałam egzaminy i testy psychologiczne, wszystko legalnie.-Asia
-O ile mi wiadomo, gdy wczoraj panią zatrzymała policja jechała pani do domu z jakiejś imprezy, a nie ze strzelnicy.Co w takim razie robiła ta broń w pani samochodzie?
-Leżała sobie w bagażniku.Widocznie nie wyjeliśmy jej po ćwiczeniach.W sobotę, razem z Markiem, moim chłopakiem byliśmy na strzelnicy sobie poćwiczyć.
-Zabezpieczyliśmy tę broń i sprawdzimy czy nie strzelano z niej do Justyny.Narazie jest pani wolna, ale niech pani zostanie na miejscu gdyby jednak była nam pani potrzebna.-Basia
-Oczywiscie.- mruknęła niezadowolona Bielska i wyszła z pokoju.

- No i jak?- zapytała Basia patrząc na Marka i Grodzkiego
-Jak dla mnie super!-Brodecki usmiechnął się.- Była zdenerwowana, a to znak,że jej aresztowanie to tylko kwestia czasu.Musimy mieć tylko dowody.
-Ja pójdę i załawię z prokuratury nakaz przeszukania mieszkania tego jej chłopaka.Coś mi mówi,że znajdziecie tam coś ciekawego.- powiedział inspektor i udał się w kierunku gabinetu Dumicza

W tym czasie Adam z Pawłem złożyli wizytę Długiemu.
-Po co tu państwo przyszli?-Długi nie chciał wpuścić policjantów do domu-Macie nakaz?
-Nie mamy.Chcemy porozmawiać.-Adam
-To słucham.-Długi wystawiając głowę przez pół otwarte drzwi
-Ej młody, chyba nie chcesz by cała okolica słyszała zczym przyszliśmy. – Paweł

Chłopak otworzył wreszcie drzwi i wpuscił policjantów do korytarza
-Mieszkasz z dziewczyną?-Paweł rozgladając sie po korytarzu zauważył damskie buty.
-Ej nie słyszałem byśmy byli ta „ty”.Rozglądajcie się szybko panowie policjanci i znikajcie.
- Mieszka tu z panem Ewa Kobyła?- zapytał Adam
- Czasami tu bywa, a bo co? Szukają jej państwo?
- Pojedzie pan znami na komedę, bo jest pan podejrzany o porwanie dziecka.-Adam
-Ciekawe, ja nic nie wiem.-chłopak złośliwie się usmiechnął
-Radziłbym szybko się dowiedzieć, nim stracę cierpliwość.- Adam spokojnym tonem
-Chodzi o dziecko nadkomisarza Baranie!-Paweł
-Spokojnie Paweł.-Adam
-Panowie, nie wiem o jakim dziecku mówicie?Naprawdę.-chłopak
-Kochanie co tu się dzieje?- spytała dziewczyna, która wtej chwili weszła do mieszkania.
-Dzień dobry pani. Jesteśmy z policji a pani to chyba Ewa Kobyła czy tak?- Adam
-Zgadza się, ale nie wiem o co chodzi?- dziewczyna wydawała się być zaskoczona wizytą policjantów
-Chodzi o małą dziewczynkę Alicję Zawadę.-Paweł- Została niedawno porwana i wydaje nam się,że ma pani coś z tym wspólnego.
-Skoro nie chcecie to rozmawiać to chyba musimy zabrać państwa na komendę.-Adam-Tam się wszystko wyjaśni.
-Ale tu nie ma nic do wyjaśniania! Ja nigdzie nie jadę!- krzyknął chłopak- A wy psy wypad stąd!
-Spokojnie chłopie!-Paweł- Skoro się tak denerwujesz to chyba jednak jest coś na rzeczy.
Adam chwycił chłopaka za rękę
-To pójda państwo z nami dobrowolnie, czy przyda się to?- pokazał kajdanki
-Dobrze już idziemy,tylko zadzwonię do koleżanki.- Ewa Kobyła- A ty kochanie się uspokój, przecież nie mamy nic na sumieniu. Panowie chcą tylko porozmawiać
-A nie możemy tutaj rozmawiać?- spytał chłopak
-Nie pojedziemy na komendę bo jeszcze zdejmiemy wasze odciski palców.-Adam
-Czyli jednak jesteśmy o coś oskarżeni?- Długi- To jakiś absurd!

Ewa wyszła do pokoju i wybrała numer koleżanki. Paweł ruszył pocichu w kierunku pokoju.
Ewa szybko skończyła rozmowę i usmiechnęła się do Pawła
-Już idę

Przed blokiem Ewa zauważyła swoją koleżankę z wózkiem dziecięcym. Ta na widok policjantów zaczęła uciekać. Adam rzucił się w pogoń za kobietą. Dziewczyna najpierw nie dawała za wygraną i uciekała z wózkiem. W pewnej chwili wbiegła z wózkiem na przejście dla pieszych na ruchliwym skrzyżowaniu.Nie zważając na czerwone światło dziewczczyna biegła pchając przed sobą wózek uciekając między samochodami. Gdy była już prawie na drugiej stronie skrzyżowania w bok wózka uderzył samochód.Wózek się przewróził na bok, a dziewczyna pobiegła dalej przed siebie. Do wózka podbiegł szybko kierowca.Schylił się i podniósł kocyk w który zawinięte było dziecko.
-Prosze pani! Dziecko!- zawołał za kobietą, ale ta nie obejrzała się.
Za chwilę przy mężczyźnie zatrzymał się Adam. Gdy popatrzył na nieruchome dziecko na rekach mężczyzny, zbladł jak papier.
-Niech Pan da mi to dziecko i dzwoni po karetkę
Adam wziął dziecko od mężczyzna. Twarz małej była marmurowo blada, wargi sine.Policjant sprawdził, dziecko nie oddychało!
-Ala, kochanie, nie rób mi tego!!! – krzyknął. Potem położył ją na ziemi i ukląkł przy małej. Nie wiele myśląc zaczał robić małej sztuczne oddychanie.Kiedyś jeszcze w szkole policyjnej sie tego uczył
- przecież ono jeszcze niedawno oddychało!- powiedział mężczyzna
-Niech pan dzwoni po kartetkę szybko!112! krzyknął nadbiegający Paweł
Gdy kucnął przy koledze ten na chwilę przewał sztuczne oddychanie. Za moment mała zaczeła się krztusić, jakby kaszleć.Później oddech powrócił
- Już dobrze malutka, tylko oddychaj, oddychaj.- Adam powtarzał jak mantrę głaszcząc Alicje po główce.-Paweł zamiast tu stać jak baran mogłeś łapać dziewczynę! Cholera jasna gdzie ty masz łeb!!!! Podejrzani uciekają!!!-komisarz zobaczył Długiego z dziewczyną jak znikają za blokiem na końcu ulicy.
-Nie ważne Adam! Teraz nic nie jest ważne. Zaraz przyjedzie karetka-Paweł
-Cholera czemu to tak długo trwa! Mówił pan,że poszkodowane jest dziecko?
-Tak, mówiłem. Pewnie nie mogą przepchać sie przez korki
-Cholera co pan najlepszego zrobił!!!-Adam popatrzył na męzczyznę, a ten odsunął się kilka kroków- Przecież widział pan wózek z dzieckiem
- To nie moja wina!!! Ta kobieta z wózkiem wbiegła mi pod maskę w ostatniej chwili. Nie mogłem zahamować. Nie zdążyłem!- mężczyzna złapał się za głowę

W tej chwili podjęchała karetka. Wybiegło, dwóch ratowników a za nimi lekarka. Kobieta ostrożnie podniosła dziecko. Mała zachęła się ksztusić
-Cholera jasna ona się dusi!!!-Adam blady z przerażenia
-Spokojnie poradzimy sobie. Niech panowie się odsuną- powiedziała do Adama i Pawła i wzieła się za sztuczne oddychanie- Szybko zestaw do intubacji!

Po kilku minutach karetka odjechała z Alicją w kierunku szpitala.Adam z Pawłem pojechali za karetką.
- Paweł zawiadom patrole,że uciekli nam podejrzani!Jak się Długi dobierze do skóry temu chłopakowi, którego wczoraj przesłuchiwaliśmy to będzie jatka. Trzeba pod ich dom wysłac patrol.- Adam
- Jak ty możesz myśleć o tym w takim momencie. Podziwiam Cię- Paweł

Po dziesięciu minutach karetka była już pod szpitalem. Policjanci zatrzymali się na szpitalnym parkingu tuż za karetką.Małą Alicję wzięli zaraz na blok operacyjny z powodu problemów z oddychaniem spowodowanym obrzekiem płuc. Adam razem z Pawłem czekali na korytarzu. Adam zadzwonił do Izy by ja poinformowac,że ich córka jest w szpitalu.
Na komendzie

Basia przesłuchiwała Joannę Bielską podejrzaną o zabójstwo Justyny Kopackiej. Marek w tym czasie stał razem z Grodzkim za lustrem weneckim i przysłuchiwał się przesłuchaniu.
-Co za bzdury ktoś Pani naopowiadał, nie znam żadnej Kopackiej.Może kiedyś znałam Justynę, ale już od lat się nie spotykamy.- Asia
-Ale była pani w bibliotece, kilka dni przed zabójstwem i pytała się o nią?- Basia
-A nawet jeśli byłam to co? Nie wolno już normalnie przyjść do biblioteki?-Asia
-To była tam pani czy nie?
- Może i byłam, a co to panią obchodzi?Myslicie,że zabiłam tą idiotkę?- Asia
-To Pani to powiedziała.My się nad tym tylko zastanawiamy.- komisarz Nowacka
-Czy ma pani pozwolenie na broń?W aucie którym pani podróżowała znaleziono to.-Basia pokazała pistolet
- Tak mam. Od kilku lat razem z moim chłopakiem chodzimy na strzelnicę. On jest ochroniarzem. Ja od roku mam pozwolenie na broń. Zdałam egzaminy i testy psychologiczne, wszystko legalnie.-Asia
-O ile mi wiadomo, gdy wczoraj panią zatrzymała policja jechała pani do domu z jakiejś imprezy, a nie ze strzelnicy.Co w takim razie robiła ta broń w pani samochodzie?
-Leżała sobie w bagażniku.Widocznie nie wyjeliśmy jej po ćwiczeniach.W sobotę, razem z Markiem, moim chłopakiem byliśmy na strzelnicy sobie poćwiczyć.
-Zabezpieczyliśmy tę broń i sprawdzimy czy nie strzelano z niej do Justyny.Narazie jest pani wolna, ale niech pani zostanie na miejscu gdyby jednak była nam pani potrzebna.-Basia
-Oczywiscie.- mruknęła niezadowolona Bielska i wyszła z pokoju.

- No i jak?- zapytała Basia patrząc na Marka i Grodzkiego
-Jak dla mnie super!-Brodecki usmiechnął się.- Była zdenerwowana, a to znak,że jej aresztowanie to tylko kwestia czasu.Musimy mieć tylko dowody.
-Ja pójdę i załawię z prokuratury nakaz przeszukania mieszkania tego jej chłopaka.Coś mi mówi,że znajdziecie tam coś ciekawego.- powiedział inspektor i udał się w kierunku gabinetu Dumicza

W tym czasie Adam z Pawłem złożyli wizytę Długiemu.
-Po co tu państwo przyszli?-Długi nie chciał wpuścić policjantów do domu-Macie nakaz?
-Nie mamy.Chcemy porozmawiać.-Adam
-To słucham.-Długi wystawiając głowę przez pół otwarte drzwi
-Ej młody, chyba nie chcesz by cała okolica słyszała zczym przyszliśmy. – Paweł

Chłopak otworzył wreszcie drzwi i wpuscił policjantów do korytarza
-Mieszkasz z dziewczyną?-Paweł rozgladając sie po korytarzu zauważył damskie buty.
-Ej nie słyszałem byśmy byli ta „ty”.Rozglądajcie się szybko panowie policjanci i znikajcie.
- Mieszka tu z panem Ewa Kobyła?- zapytał Adam
- Czasami tu bywa, a bo co? Szukają jej państwo?
- Pojedzie pan znami na komedę, bo jest pan podejrzany o porwanie dziecka.-Adam
-Ciekawe, ja nic nie wiem.-chłopak złośliwie się usmiechnął
-Radziłbym szybko się dowiedzieć, nim stracę cierpliwość.- Adam spokojnym tonem
-Chodzi o dziecko nadkomisarza Baranie!-Paweł
-Spokojnie Paweł.-Adam
-Panowie, nie wiem o jakim dziecku mówicie?Naprawdę.-chłopak
-Kochanie co tu się dzieje?- spytała dziewczyna, która wtej chwili weszła do mieszkania.
-Dzień dobry pani. Jesteśmy z policji a pani to chyba Ewa Kobyła czy tak?- Adam
-Zgadza się, ale nie wiem o co chodzi?- dziewczyna wydawała się być zaskoczona wizytą policjantów
-Chodzi o małą dziewczynkę Alicję Zawadę.-Paweł- Została niedawno porwana i wydaje nam się,że ma pani coś z tym wspólnego.
-Skoro nie chcecie to rozmawiać to chyba musimy zabrać państwa na komendę.-Adam-Tam się wszystko wyjaśni.
-Ale tu nie ma nic do wyjaśniania! Ja nigdzie nie jadę!- krzyknął chłopak- A wy psy wypad stąd!
-Spokojnie chłopie!-Paweł- Skoro się tak denerwujesz to chyba jednak jest coś na rzeczy.
Adam chwycił chłopaka za rękę
-To pójda państwo z nami dobrowolnie, czy przyda się to?- pokazał kajdanki
-Dobrze już idziemy,tylko zadzwonię do koleżanki.- Ewa Kobyła- A ty kochanie się uspokój, przecież nie mamy nic na sumieniu. Panowie chcą tylko porozmawiać
-A nie możemy tutaj rozmawiać?- spytał chłopak
-Nie pojedziemy na komendę bo jeszcze zdejmiemy wasze odciski palców.-Adam
-Czyli jednak jesteśmy o coś oskarżeni?- Długi- To jakiś absurd!

Ewa wyszła do pokoju i wybrała numer koleżanki. Paweł ruszył pocichu w kierunku pokoju.
Ewa szybko skończyła rozmowę i usmiechnęła się do Pawła
-Już idę

Przed blokiem Ewa zauważyła swoją koleżankę z wózkiem dziecięcym. Ta na widok policjantów zaczęła uciekać. Adam rzucił się w pogoń za kobietą. Dziewczyna najpierw nie dawała za wygraną i uciekała z wózkiem. W pewnej chwili wbiegła z wózkiem na przejście dla pieszych na ruchliwym skrzyżowaniu.Nie zważając na czerwone światło dziewczczyna biegła pchając przed sobą wózek uciekając między samochodami. Gdy była już prawie na drugiej stronie skrzyżowania w bok wózka uderzył samochód.Wózek się przewróził na bok, a dziewczyna pobiegła dalej przed siebie. Do wózka podbiegł szybko kierowca.Schylił się i podniósł kocyk w który zawinięte było dziecko.
-Prosze pani! Dziecko!- zawołał za kobietą, ale ta nie obejrzała się.
Za chwilę przy mężczyźnie zatrzymał się Adam. Gdy popatrzył na nieruchome dziecko na rekach mężczyzny, zbladł jak papier.
-Niech Pan da mi to dziecko i dzwoni po karetkę
Adam wziął dziecko od mężczyzna. Twarz małej była marmurowo blada, wargi sine.Policjant sprawdził, dziecko nie oddychało!
-Ala, kochanie, nie rób mi tego!!! – krzyknął. Potem położył ją na ziemi i ukląkł przy małej. Nie wiele myśląc zaczał robić małej sztuczne oddychanie.Kiedyś jeszcze w szkole policyjnej sie tego uczył
- przecież ono jeszcze niedawno oddychało!- powiedział mężczyzna
-Niech pan dzwoni po kartetkę szybko!112! krzyknął nadbiegający Paweł
Gdy kucnął przy koledze ten na chwilę przewał sztuczne oddychanie. Za moment mała zaczeła się krztusić, jakby kaszleć.Później oddech powrócił
- Już dobrze malutka, tylko oddychaj, oddychaj.- Adam powtarzał jak mantrę głaszcząc Alicje po główce.-Paweł zamiast tu stać jak baran mogłeś łapać dziewczynę! Cholera jasna gdzie ty masz łeb!!!! Podejrzani uciekają!!!-komisarz zobaczył Długiego z dziewczyną jak znikają za blokiem na końcu ulicy.
-Nie ważne Adam! Teraz nic nie jest ważne. Zaraz przyjedzie karetka-Paweł
-Cholera czemu to tak długo trwa! Mówił pan,że poszkodowane jest dziecko?
-Tak, mówiłem. Pewnie nie mogą przepchać sie przez korki
-Cholera co pan najlepszego zrobił!!!-Adam popatrzył na męzczyznę, a ten odsunął się kilka kroków- Przecież widział pan wózek z dzieckiem
- To nie moja wina!!! Ta kobieta z wózkiem wbiegła mi pod maskę w ostatniej chwili. Nie mogłem zahamować. Nie zdążyłem!- mężczyzna złapał się za głowę

W tej chwili podjęchała karetka. Wybiegło, dwóch ratowników a za nimi lekarka. Kobieta ostrożnie podniosła dziecko. Mała zachęła się ksztusić
-Cholera jasna ona się dusi!!!-Adam blady z przerażenia
-Spokojnie poradzimy sobie. Niech panowie się odsuną- powiedziała do Adama i Pawła i wzieła się za sztuczne oddychanie- Szybko zestaw do intubacji!

Po kilku minutach karetka odjechała z Alicją w kierunku szpitala.Adam z Pawłem pojechali za karetką.
- Paweł zawiadom patrole,że uciekli nam podejrzani!Jak się Długi dobierze do skóry temu chłopakowi, którego wczoraj przesłuchiwaliśmy to będzie jatka. Trzeba pod ich dom wysłac patrol.- Adam
- Jak ty możesz myśleć o tym w takim momencie. Podziwiam Cię- Paweł

Po dziesięciu minutach karetka była już pod szpitalem. Policjanci zatrzymali się na szpitalnym parkingu tuż za karetką.Małą Alicję wzięli zaraz na blok operacyjny z powodu problemów z oddychaniem spowodowanym obrzekiem płuc. Adam razem z Pawłem czekali na korytarzu. Adam zadzwonił do Izy by ja poinformowac,że ich córka jest w szpitalu.
Rano na komendzie

Basia siedziała sama w kanciapie popijając poranna kawę.
-Cześć! Co tu tak pusto?- Grodzki zajrzał przez uchylone drzwi
-Paweł poszedł do Dumicza po nakaz. Chcemy jechać i złożyć Asi wizytę.
Inspektor wszedł i zamknął za sobą drzwi.
-Basiu, a ty może wiesz co u Adama? Dzwoniłem rano, ale nie odbierał. Co z Alą?
-Rozmawiałam dziś z Izą. Operacja skończyła się pomyślnie,i mała już sama oddycha.
-Cześć!- do kanciapy wszedł Marek- O pan inspektor, witaj Rysiu!Wiecie,że z Ala juz lepiej?
-Tak wiemy, oddycha już samodzielnie.Operacja sie udała.- Basia
-Czemu zawsze jestem ze wszystkim spóźniony?-Marek chwytając się za kieszeń- Przepraszam was, moja komórka
-O cholera!- krzyknął i wyleciał z kanciapy jak z procy
Basia pobiegła za nim krzycząc:
- Ej Marek O co chodzi?Co to za dezercja???Wagary sobie robisz?
Marek stanął na chwilę i odwrócił się do koleżanki
-Kasia ona, ona….-nabrał powietrza- ona rodzi- obrócił się i pobiegł
Basia wróciła do kanciapy z wypiekami na twarzy.
- Coś się stało? -zapytał Paweł
- No co jest?-Grodzki patrząc jak Baśka nie może wydobyć z siebie słowa i łapie powietrze jak ryba wyjęta z wody.
-No gadaj wreszcie ! Pali się czy co?!!!- Paweł
-Kasia rodzi!!!
-To niemożliwe-Paweł stanął jak wryty. Drzwi zatrzasnęły się bo był przeciąg.- to dopiero piąty miesiąc.
-Nie piąty tylko szósty.-Basia
-I tak nie ważne. Jeśli to dziecko się teraz urodzito i tak nie ma szans. Cholera jasna!!!-Grodzki uderzył pięścią w stół
-Spokojnie, nie możemy tak myśleć. Wszystko będzie dobrze. – Basia
-Co jest? Macie nakaz, więc nie wiem czemu tu jeszcze jesteście?-wszedł Jacek- Mam dla was raport z badań balistycznych.Znaleziono kulę, ale… przerwał patrząc na kolegów.- Co się stało?
-Kasia rodzi. Marek przed chwilą wyleciał stąd jak z procy.
-Świetnie, ale proponował bym zająć się pracą.- prokurator skierował się do wyjścia, ale przy drzwiach przystanął na chwilę- Wiecie może co z córką Adama?
-Jest już lepiej. Na szczęście mała już sama oddycha, ale zagrożenie chyba jeszcze nie minęło. Bo Adam z Izą ciągle są przy małej w szpitalu.-wyjaściła Basia
-Najważniejsze,że już jest lepiej.-Jacek uśmiechnął się – Kładę tu wam raport balistyczny przysłali faksem.
Gdy Jacek wyszedł Paweł wziął z biurka raport.
-Basia chodź, jedziemy do Asi. Może znajdziemy broń z której zabito Justynę, bo nietety nie strzelano z tej broni którą znaleźliśmy w samochodzie.

W czasie przeszukania w domu należącym do chłopaka Joanny Bielskiej znaleziono broń należacą do niego.Była ukryta w kanapie.W czasie przeszukania obecny był chłopak Asi, jej samej w domu nie było
-Czy może nam pan powiedzieć co pańska broń tu robi?Nie mówił nam pan,że posiada mam drugi pistolet.
- Mam na niego pozwolenie, ale szczerze mówiąc jestem zdziwiony, ponieważ pistolet ten zginął mi jakiś miesiąc temu.Zgłaszałem to nawet na policję.-chłopak Joanny
-Czemu wczesniej nie poinformował nas pan o zaginięciu tej broni?- Basia
- Nie wiem, zapomniałem
-Zapomniał pan? Niezmiernie ciekawe.- stwierdził ironicznie Paweł
-O co chodzi? Skoro skończyliście przeszukanie to zabierajcie swoje zabawki i zostawcie mnie w spokoju.
- Obawiam się,że to nie możliwe. Musimy zabezpieczyć tę broń i sprawdzić, czy przypadkiem nie strzelano z niej do Justyny Kopackiej.- Paweł
-Czy to znaczy,że jęli tak to będę miał problemy?Przecież ten pistolet zaginął, prawdopodobnie ktoś go ukradł.Czemu więc ja mam odpowiadać za to?
-Może pan, a może pańska dziewczyna. Wszystkiego się do wiemy.A tak wogóle to gdzie ona teraz jest?
-Chyba na uczelni, od przyszłego semestru wraca na studia.Pojechała załatwić pewne formalności.

Paweł z Basią zabezpieczyli znalezioną broń i wzieli ją ze sobą na komendę.
W samochodzie
-Paweł, może pojedziemy do szpitala. Mam złe przeczucia.Marek nie daje znaku życia.-Basia wgapiała się w ekran swojej komórki
Paweł nie zdązył jednak odpowiedzieć, bo odezwała się jego komórka. Paweł wyjął ją kieszeni.
-Dziwne nieznany numer- szepnał odbierając- Halo cześć Marek. Tak, oj to super. Kamień spadł nam z serca. Baśka chciała do was jechać. Dzięki, pa
-I co?-Basia przypatrywała się Pawłowi
-Nic. fałszywy alarm. Sytuacja opanowana.Jeszcze nie zostałaś ciocią.- usmiechnął się
- Super!!!
-Z czego się cieszysz? Myślałem,że bardzo tego chciałaś?
-Tak chciałam, ale nie tak szybko.

Gdy przyjechali na komendę, oznajmili wszystkim radosną nowinę.Paweł zaniósł znalezioną broń na badania.
-Kiedy będą wyniki?- spytała Basia
-Wstępne powinny być za kilka godzin. Sprawdza odciski palców na broni i zobacza czy to nie zniej strzelano- Paweł
- Coś mi się wydaje,że wreszcie mamy koniec sprawy.-Basia usmiechnęła się.

Czy mówicie o sprawie Justyny?- w drzwiach stanął nadkomisarz.
-Adam co ty tu robisz? Jak się czuje malutka,co z Izą?Zostawiłeś ją samą w szpitalu?-Basia
-Tam Iza została w szpitalu. Czuwa przy małej.Alicja jest jeszcze nie przytomna ponieważ dostała silne środki przeciwbólowe.Ma pęknięte źebro, złamaną nóżkę i ogólne potłuczenia. Najważniejsze jedka jest to,że oddycha samodzielnie i,że zagrożenie minęło.Obrzęk płuc ustąpił.-Adam
-Świetna wiadomość, ale chyba nie przyjechałeś tu tylko po to by nam to zakomunikować,-Paweł
-Oczywiście,że nie- Adam- .Dostałem wiadomość,że złapali Długiego i jego kumpli.Wszystkich tam tu wiozą.Złapano ich pod domem Antka. Dobrze,że ustawilismy tam chłopaków. Długi był zaskoczony. Udało się ich aresztować bez wymiany strzałów.
-A co z Ewą Kobyłą i z tą dziewczyną która uciekała z wózkiem.
-Nie wiemy jeszcze, ale cały czas ich szukamy.-Adam- Paweł pomożesz mi i przesłuchasz Długiego, dobrze?
-A dlaczego ty sam tego nie zrobisz?-Paweł z lekka zdziwony.
- Rozmawiałem z Godzkim. Inspektor twierdzi,że jestem osobiście zaangażowany w tę sprawę.Prosił mnie bym przesłuchanie zostawił Wam.
- Dobrze Adam zajmę się tym.Jeśli chodzi o sprawę Justyny, to i tak musimy narazie czekać na wyniki badań.- Paweł

Za trzy godziny przyszły wstepne wyniki z których wynikało jednoznacznie,że do Justyny Kopackiej strzelano z broni znalezionej podczas przeszukania domu Marka Serkowskiego, chłopaka Joanny Bielskiej. Paweł z Basią pojechali aresztować Asię i jej chłopaka.

koniec części 72 !!!!
Nareszcie koniec, ale długa ta część mi wyszła.Myślę jednak,że miło się Wam ją czytało i z wypiekami na twarzy sledziliście losy bohaterów.Pozdrawiam serdecznie i czekam na komentarze.

9 marca 2009

7/72

Adamowi udało się dobiec do Izy w chwili gdy ta wsiadała do samochodu.
-Wysiadaj! Ja poprowadzę , bo jesteś za bardzo zdenerwowana. Znajdziemy ją.
Iza popatrzyła na niego mokrymi od łez oczyma i zapytała z lekką ironią
-Znajdziemy?To jednak się tym zajmiesz?
- Nie bądź złośliwa.To wkońcu moje dziecko.
-Masz rację Adam dość tych złośliwości i wzajemnych oskarżeń.-Iza przesiadła się na miejsce dla pasażera- Musimy działać.
-Najpierw jedziemy do domu do ojca.Trzeba go trochę uspokoić, a poza tym jedno z nas powinno zostać w domu na wypadek jakby porywacze dzwonili.- Adam-Cholera szkoda,że nie ma Pawła bo byłby nam potrzebny.

Gdy tylko zajechali pod dom ojciec Adama otworzył im drzwi. Był blady jak ściana.Adam z Izą weszli szybko do domu i zamkęli za sobą drzwi.
-Czy coś się stało, Tatuś?- zapytał Adam
- Było kilka głuchych telefonów.Za jednym razem w tle słyszałem jakby płacz dziecka.
-O Boże! To mogła być Ala. -Iza
-Spokojnie. Mogła być to Ala, ale mogły to równie dobrze byc głupie żarty.Adam- Musimy się zastanowić spokojnie nad tym co mamy robić.Zadzwonię do Pawła by tu przyjechał jak najszybciej. Niech założy tu urządzenia namierzajace i podsłuchujące.
-A co nam to da Adam? Może Ala już nie żyje, a oni nigdy nie zadzwonią.-Iza rozpłakała się.
-Spokojnie.Nie możemy wpadać w panikę. Zamiast płakać opowiedz mi wszystko o sprawie tych zaginięć i o tych telefonach do redakcji.Kto dzwonił i co dokładnie mówił.

Do Zawadów przyjechał Paweł i zamontował urządzenia.Ojciec Adama został przez Pawła poinstruowany co ma zrobić jak porywacze zadzwonią. Potem Iza z Adamem pojechali do redakcji.Adam porozmawiał z naczelnym a Iza z Anią i z Szymonem.
-Adam dzwoniła do mnie matka jednego chłopca. Ponoć dzisiaj dzieciak się przyznał gdzie był przetrzymywany przez kilka dni. Pozwól,że pojadę do niej sama.Ona nie ufa policji, ale chyba to rozumiesz.
W tym momencie zadzwoniła komórka Adama. Grodzki poprosił go by przyjechał spowrotem na komendę
-Jak tylko się dowiesz czegoś od tego chłopaka to zadzwoń do mnie.Pamiętaj Iza sama nigdzie nie jedź.Ci ludzie są niebezpieczni.
-Dobrze obiecuję. Cieszę się,że wkońcu się tym zająłeś.

Grodzki czekał na Adama w jego gabinecie.
- O co chodzi?Czemu masz taki poważny wyraz twarzy? Coś się stało?
-Mam coś dla ciebie? Ktoś zostawił to u dyżurnego na dole.Rysiek podał Adamowi kopertę.

W kopercie było zdjęcie Alicji i krótki list napisany odręcznie.
-Marek dajcie to do grafologa, a zdjęcie do techników.Niech sprawdzą czy nie ma tu odcisków palców.
-Już sprawdziliśmy.Nie ma żadnych odcisków, działał w rekawiczkach.- odezwał się Grodzki.- Adam wiem,że to trudna sytuacja dla Ciebie i bardzo współczuję ale co ze sprawą Justyny?
-No własnie MArek, co ze sprawą? Paweł mówił ze byliście wtym domu gdzie Asia wynajmuje pokój.
- Już nie wynajmuje. Wyniosła sie kilka dni temu. Zapłaciła za wszystko z góry, nawet za następny miesiąc i poszła.Właściciele są z niej zadowoleni. Podobno bardzo miła dziewczyna, kłopotów nie sprawia. Żadko tam spała.Przychodziła czasami kilka razy w ciągu dnia. Spotykała się z jakimiś ludzmi, a na noce znikała.- Marek
- Przeszukaliście ten pokój?- spytał Adam
-Niestety nie. Nie mieliśmy nakazu, a właściciele nie zgodzili się na przeszukanie. Pokazali nam go tylko. Było czysto. Puste szafy, łóżko, dwa krzesła. Normalny pokój.-Marek- chyba nie mamy tam czego szukać skoro się wyniosła i zabrała wszystkie swoje rzeczy.
- Mimo wszystko ja załatwię nakaz od Dumicza.Może coś tam znajdziemy.

Następnego dnia na komendzie.

Rano o 9tej przyjechała matka Justyny.Opowiedziała komisarzom o swoich relacjach z Justyną.
- Nie dogadywałysmy się. Trudno nam to szło.Justyna była na mnie zła,że nie dbam o nią a tylko zajmuję się soba i swoimi problemami.Nie zwierzała mi się. Praktycznie nic o niej nie wiedziałam. Pewnego dnia, po maturze zakomunikowała tylko,że jedzie na egzaminy do Warszawy.Dostała się na studia i wyjechała.Gdy była na pierwszym roku zachorowałam. Przeszłam poważne załamanie nerwowe, potem wypadek. Potraciłam młodego człowieka, umarł w szpitalu. Chłopak był pijany leżał na drodze. Nie zauwazyłam go poprostu, było ciemno.Po tym wypadku trafiłam do szpitala psychitrycznego , bo wczesniej próbowałam się zabić.
-Czy Justyna panią często odwiedzała?
-Tak przyjeżdzała. Jak dowiedziała,się o wypadku chciała rzucić studia i ze mną znowu zamieszkać , ale nie pozwoliłam na to.
-A pani mąż?- spytała Basia?
-On odszedł jeszcze przed urodzeniem Justyny.Znalazł sobie młodszą, urodziła mu dziecko i zamieszkali razem.
-A co z Justyną? Wiedział o jej istnieniu?- Basia
Kobieta pokręciła przecząco głową
- Nie. Wyjechał za granicę, nie mogłam najpierw znaleźć z nim żadnego kontaktu, a potem już go nie szukałam. Nie zależało mi.
Na komendzie.
Adam, Basia , Paweł i Marek pili poranną kawę.
-Co z Kasią?Kiedy wyjdzie ze szpitala?- spytała Basia
-Dzisiaj ma mieć jeszcze badania. Lekarz powiedział,że jak wszystko będzie dobrze, to jutro ją wypuści, chociaż najchętniej zatrzymał by ją w szpitalu do końca ciąży.-Marek
-Dlaczego?
-Nie wiem dokładnie. Były jakieś problemy z tętnem u dziecka.- Marek- Kasia jednak nie chce zostać tam ani dnia dłużej.Chce wracać do domu.Dzisiaj wieczorem jadę do jej mamy po nasze dzieciaki.Stęskniłem się za nimi.

Do gabinetu weszła Zuzia
-Przepraszam,że przeszkadzam.Dostaliśmy telefon z drogówki.Złapali Asię.
-To super. Trzeba ją natychmiast tu przewieźć.
-Narazie to nie możliwe. Musi wytrzeźwieć.Jechała po alkoholu, więc po badaniach zostawili ją do jutra na Izbie.
-Cholera. Ta sprawa ciągnie się strasznie.-Marek
Nagle zadzwoniła Adama komórka. Po rozmowie nadkomisarz powiedział
-Iza ponoć namierzyła jakieś podejrzane typy pod redakcją. Muszę tam jechać.Zajmiecie się wszystkim?
-Oczywiście Adam. Zajmiemy się wszystkim.Zadzwoń tylko jak już będziesz coś wiedzia-Basia- My też martwimy się o Alicję

Iza czekała na Adam na korytarzu w redakcji.

-Cześć! Naczelny złapał jednego chłopaka w czasie gdy ten wciskał to pod drzwi jego gabinetu.- kobieta pokazała mu kolejny list z pogrużkami.
Tym razem list nie był pisany odręcznie tylko na komputerze.Na dole kartki był ułozony napis z liter wyciętych z gazety: Kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada
-Interesujące!-uśmiechnął się Zawada- Gdzie jest ten chłopak?
-Naczelny zamknął go w swoim biurze.To na górze chodź.- Iza poprowadziła Adama schodami na górę.
-Dzień dobry komisarzu!- przywitał się naczelny- Dobrze,że pan tak szybko przyjechał.Załapałem tego gnoja na gorącym uczynku.- naczelny otworzył drzwi gabinetu

W rogu na podłodze przy kaloryferze siedział młody chłopak.Zawada podszedł do niego, ale młody nawet na nadkomisarza nie spojrzał.
-Cześć! Może byś wstał, bo przyszedłem pogadać.
-A bo co?- odburknął młody
- Ej ty!-Adam chwycił go za ramię i ustawił do pionu.- Zachowuj się bo inaczej Ci taki dół wykopię,że z niego nie wyjdziesz!.
-Ja nic nic nie zrobiłem.-chłopak wzruszył ramionami.
-To się okaże.Ręce do tyłu!!!-Adam założył kajdanki- Jedziemy na komendę.
-Poczekaj, może lepiej zadzwonimy do jego rodziców.-do rozmowy włączyła się Iza.- On nie wygląda na 18lat.
-Może nam powiesz jak się nazywasz i co tu robiłeś?- Adam trochę łagodniejszym tonem-No i daj nam telefon do któregoś z rodziców.
-Odwal się! Nie potrzebuję telefonów rodziców, mam własną komórkę.!
-Iza, sama widzisz, nie idzie z nim normalnie rozmawiać. Musimy go zabrać na komendę. Tam ustalimy tożsamość i oczywiście zadzwonimy do rodziców.-Adam
Chłopak w pewnym momencie zaparł się i nie chciał iść dalej.
-Nigdzie nie idę! Zostaw mnie!- wrzasnął i spojrzał Zawadzie w oczy.
-Straszny chojrak z ciebie.- zaśmiał się komisarz-Ciekawe, kiedy zmiękniesz.Może jak usłyszysz ile Ci grozi za porwanie.
-Jakie porwanie?Oszaleliscie kompletnie? Ja tylko dostarczałem te listy, nie pisałem ich. Słowo honoru! Poza tym jakie porwanie?Nikogo nie porwałem.- Chłopak wyglądał na wystraszonego.
-Wyjaśnimy wszystko na komendzie.-Adam schodząc ze schodów prowadząc chłopaka do samochodu.
-Mam jechać z Wami?- spytała Iza
-Nie to wykluczone. Dziękuję ,że mnie zawołałaś, ale teraz to już sprawa policji. Powiadomię Cię jak się czegoś dowiemy.

Na komendzie

-Paweł!Zaprowadź tego chłopaka, niech zdejmą odciski palców.Porównami je z tymi z listów.A potem do grafologa.- Adam
-Ja chcę adwokata!- krzyknął chłopak
-Nie bój się, załatwię Ci adwokata- uśmiechnął się Adam- Jak nie zaczniesz mówić to będzie to adwokat diabła
-O tak!-Marek zaśmiał się a potem spowazniał- nadkomisarz nigdy nie żartuje
-Marek, tu masz legitymacje chłopaka, znalazłem w jego kurtce.Zadzwoń do szkoły i weź namiary na rodziców.Niech tu przyjadą.
-Oczywiście już się robi!-Marek biorąc legitymacje od Adama.
-Chodź młody zobaczymy jakie masz fajne identyfikatory na paluszkach.- Paweł do chłopaka

Za godzinę na komendzie zjawili się rodzice chłopaka.Byli bardzo zdziwieni jak usłyszeli o co podejrzewany jest ich syn.
-On napewno nikogo by nie skrzywdził. To dobry chłopak. – Matka – On napewno nikogo nie porwała, a tym razem dziecka.Panie komisarzu, niech pan mi uwierzy
-Przykro mi, ale trudno mi w to uwierzyć, bo Pani syn nie chce nic nam powiedzieć.
-Adam odciski tego chłopaka i odciski z pierwszego listu są jednakowe.Ale są tam jeszcze jakieś niezidentyfikowane odciski.- Paweł

-Czyli nie działał sam.-Adam spojrzał na chłopaka- Może wreszcie podniesiesz głowę i zaczniesz mówić.
Chłopak milczał
-No mów coś wreszcie!- krzyknął ojciec i zamachnął się by uderzyć chłopaka
-Niech pan go zostawi. -Adam złapał mężczyznę za rękę – Proszę się uspokoić.
-Jak mam się uspokoić, kiedy wiem,że mój syn tego nie zrobił! Ktoś go wrabia.
-Mozliwe, ale niech nam powie kto.Podejrzewamy,że Antek nie działała sam.-Adam popatrzył na chłopaka, który nadal milczał. Siedział ze spuszczoną głową, na która miał nasunięty kaptur.
-Przykro mi to mówić, ale Antek musi tu zostać.-nadkomisarz zwrócił się do rodziców.
-Ale on nie ma jeszcze 18lat.To jeszcze dziecko.Chcemy go zabrać do domu.-matka
-Niestety , nie ma takiej mozliwości.Chłopak musi tu zostać, przynajmniej do płóki nie zacznie mówić.Jeśli państwo sobie życzą możemy przewieżć go na Izbę Dziecka, ponieważ jest nieletni
-18 lat skończy za 1,5miesiąca- powiedział Marek patrząc w legitymację.
-Świetnie!Czyli na sprawie będziesz już sądzony jak dorosły, bez żadnej taryfy ulgowej.-Adam- Trafisz do celi na jakieś 15 lat.Zastanów się więc dobrze, czy nie opłaca Ci się znami współpracować.
-Dobrze! Będe mówił. Ja nic nie zrobiłem.Nosiłem tylko te listy.Słowo honoru!To Długi i ta jego laska wymyśli całą tę aferę z porwaniami.Ojciec Długiego pracował jakiś czas temu w gazecie i to dzięki jego kontaktom Długi nagłośnił tę sprawę.
-Kto jest ten Długi, może jakieś nazwisko.-Adam
-Bartek Długusiński. A jego dziewczyna to Ewa Kobyła. Naprawdę nizała z niej kobyła.Niska i gruba. Ewa chciała strasznie pomagać w przedszkolu jako wolontariuszka. Bardzo lubiła dzieci.Ona właściwie miała fioła na ich punkcie. Strasznie chciała mieć już własne dziecko, tylko,że Bartek nie chciał.
-No i co? Chcesz powiedzieć,że porywali dzieci by się nimi opiekować?- Adam
-Dokładnie tak!. Porywali je na kilka dni, a właściwie to nie porywali. Dzieciaki przychodziły do nich dobrowolnie.Zwabiali je, zamykali na kilka dni i organizowali im czas.Robili coś w rodzaju takiego tajnego mimi przedszkola.
-A ty wiesz gdzie mieści się to ich tajne mimi przedszkole.
-Niestety nie wiem. Z tego co mówił Bartek miesciło się wkilku miejscach.Na strychach, w osiedlowych pralniach,a nawet w lesie w prowisorycznych szałasach.Jak oni zaczeli tę akcję to było jeszcze lato, końcówka lata.
-A czy ojciec Bartka wiedział o tych porwaniach?
-Nie wiedział,że to jego zyn jest w to zamieszany.Zajmował się tą sprawą, bo odkryli ją przypadkowo jego koledzy dziennikarze.-Antek
-Dobrze się spisałeś Antek. Cieszę się,że zdecydowałeś sie mówić.Teraz w nagrodę pojedziesz z rodzicami do domu.-Adam pochwalił chłopaka
-Oszaleliście! Po tym wszystkich co powiedziałem ja nie mogę wrócić. Zostawcie mnie tu w areszcie błagam!Inaczej Długi mnie zabije.
-Spokojnie nic Ci nie zrobi. Zaraz pojedziemy i zgarniemy go i tę jego panienkę opiekunkę od siedmiu boleści.-Adam
-Nie wie pan co mówi! Jak nie Długi to jego kumple dorwą mnie napewno.Wtedy to w najlepszym wypadku wyląduje na chirurgii, może mnie tam jakoś poskładają, a może nie będzie już czego składać.-Antek
-Nie bój się. Jedź z rodzicami do domu. A my załatwimy Ci ochronę.

ciąg dalszy nastapi!!!

No i jeszcze nie koniec, ale już coraz więcej spraw się wyjaśnia.Pozdrawiam i czekam na komty

28 lutego 2009

6/72

Około 10tej na komendę przyszła Maja Kuna, dziewczyna która pracowała z zamordowaną Justyną.
-Przepraszam,że przychodzę tak nie oczekiwanie, ale chyba coś sobie przypomniłam.
-Prosze niech Pani usiądze-Adam wskazał dziewczynie krzesło
Dziewczyna usiadła po czym zaczęła troszkę niepewnie.
-Nie wiem czy to ważne i czy wogóle powinnam tym zawracać policji głowę, ale przypomniałam sobie coś.
-To smiało, niech pani mówi, a my ocenimy, czy to ważne czy nie.Dobrze,że pani przyszła-Adam
Marek, Basia i Paweł stali w pewnej odległosci oparci o biurko Marka z kubkami porannej kawy w rękach.
-Kilka dni przed zabójstwem Justyny pytała o nią jakaś dziewczyna.Tego dnia zastępowałam Justynę w wypożyczalni, bo była chora.
-Co to była za dziewczyna? Przedstawiła się.
- Nie. Pytała tylko o Justynę. Mówiła,że jest jej koleżanką i, że nie dawno przyjleciała z Anglii.Pytała też o jakąs pracę. Chciała znależć sobie jakieś zajęcie.Mówiła,że chciałaby zacząć tu w Polsce studia z bibliotekoznastwa.Przed wyjazdem studiowała pedagogikę, ale wzięła roczną dziekankę.
-Niech sobie pani przypomni jak wyglądała ta dziewczyna, bo to może być ważne.-Adam
-Taka niska blondynka. Niezyt ładna. Ubrana na czarno.Miała mocny makijaż i kolczyk w nosie.To wszystko.Więcej sobie chyba już nie przypomnę. Pytałam ją co prawda jak się nazywa, by to przekazać potem Justynie, ale nie odpowiedziała mi.Usmiechnęła się tylko i stwierdziła,że Justyna będzie wiedziała o kogo chodzi..
-Dziękuję pani bardzo.- Adam usmiechnął się żegnając się z młoda kobietą
Po wyjściu kobiety odezwała się Brodecki.
-Adam to musiała być Asia. Wczoraj byłem na tej prywatnej uczelni i dowiedziałam się ,że wzięla roczny urlop i wyjechała.Niedawno jednak ponoć była na uczelni i rozmawiała o swoim wczesniejszym powrocie na studia.
-Marek to chyba strzałw dziesiątkę.Mi też się wydaje,że to chodzi o Aśkę.
-Dziwne,że się nie przedstawiła – Basia- Ciekawa jestem po co przyjechała z tej Anglii.
- Może właśnie po to by wyrównać rachunki z Justyną.- Paweł – A może chciała wiedzieć coś o Grześku.
- Być może.- szepneła – Basia - Ponoć stara miłość nie rdzewieje.

Jakby w odpowiedzi na jej słowa rozległo się pukanie do drzwi, i do gabinetu zajrzał Grzesiek
-Dzień dobry- usmiechnął się gdy tylko zobaczył Basię- przynisłem te listy.
- Cześć! Wejdź i się rozgość. Może chcesz coś do picia- Basia odwzajemniła uśmiech i podała chłopakowi rękę- Adam to właśnie jest Grzesiek
-Dzieńdobry. Basiu jak możesz to zrób mi kawę, rano nie zdążyłem wypić.
-Już się robi.-Basia oddaliła się w kierunku szafki z kubkami i z kawą.
- Dobrze,że jesteś. Przed chwilą była tu dziewczyna która pracowała z Justyna i mamy od niej kilka ważnych informacji.Teraz szukamy Asi.Może nam wtym pomożesz- Adam
- Obawiam się,że nie, ponieważjak już Basi wspominałem nie utrzymuję z Asią od lat kontaktów i szczerze mówiąc do tej pory nie interesowało mnie gdzie przebywa i co robi. Przyniosłem tylko listy, które pisała do mnie Justyna.
-Wiem. Pokaż te listy. Może one coś nam pomogą-Basia usiadła koło Grześka- Postawiłam już wodę na kawę.
Grzesiek wyjął z teczki dużą kopertę i podał ja Basi.
-Nie było tego dużo. Tylko cztery, ale nie ukrywam,że sa dla mnie dość cenne i dosyć osobiste.Szczerze mówić długo się zastanawiałem czy je Wam przynieść.
- Rozumiem i tym bardziej jesteśmy wdzięczni,że się zdecydowałeś.
- Skoro jest nawet cień nadzieji,że te listy moga Wam pomóc w odlalezieniu zabójcy Justyny to uważam,że warto.
-Grzesiek, a czy Justyna wiedziała gdzie pracujesz i gdzie zamieszkałeś po odwyku.-Marek
-Nie, chyba nie. W każdym razie ja nie napisałem jej ani adresu swego zamieszkania. Od pewnego czasu nie mieszkam już w starym mieszkaniu rodziców. Sprzedałem je.Nie pisałem jej też gdzie pracuje.Napisałem tylko,że już jestem zdrowy i,że pomagam teraz narkomanom.A czemu o to pytacie?
-Zastanawiamy się, bo wiemy,że Asia pytała o Justynę kilka dni przed zabójstwem. Nie wiemy tylko dlaczego?- Adam

-Myślicie,że Asia chciała się spotkać ze mną i przyszła do Justyny po informacje?
- Zastanawiamy się nad tym- Adam
- Nie sądzę by Asia szukała jakiegokolwiek kontaktu ze mną.My od dawna nie byliśmy już razem. Poza tym Basia mi mówiła,że Asia podobno miała chłopaka. Nawet z nim wyjechała za granicę.
-Grzesiek my spokojnie musimy przejrzeć te listy. – Basia – Potem może zostaną włączone do sprawy jako dowody.
-Ale dostanę je spowrotem?
-Oczywiście. Jak tylko będzie można to Ci je oddam
- Po co wy szukacie Asi? Podejrzewacie,że to ona mogła zabić Justynę?-Grzesiek
- Tego nie wiemy. Narazie chcemy z nią tylko porozmawiać.Może nam pomóc w sledztwie- tłumaczył spokojnie Adam
- Wiem,że ja podejrzewacie, ale mi się nie wydaje by ona była do tego zdolna.Nie mieści mi się to wgłowie. wiem,że nie była aniołkiem, lubiła przypadkowy seks, lubiła też sobie dobrze wypić, ale żeby zabić człowieka?!
- To ja już pójde bo musze lecieć do pracy. Jakby co to tu macie mój numer.Jak będę mógł wam pomóc w czymkolwiek to dzwońcie.-Grzesiek położył na biurku kartkę z numerę swojej komórki i wyszedł.

-Marek, a ty masz jakieś namiary na mieszkanie w którym mieszka ta Asia?
-Mam. Na uczelni powiedzieli mi,że niedawno przyjechała z Anglii i wynajęła pokój w takim jednym domu.- Brodecki
-To na co jeszcze czekasz? Weż ze sobą Pawła i jedźcie po nią. Ja z Basią przejrzymy te listy które przyniósł Grzesiek.

Paweł z Markiem pojechali do domu w którym pokój wynajeła niedawno Asia.W tym czasie Adam z Basią zostali w gabinecie sami. Nagle na biurku Adama zadzwięczała komórka.Zawada tylko podszedł do stołu i zerknął na nią, ale nie odebrał
-Czemu nie odbierasz?
-To tylko Iza.Trzeba im będzie kogoś wysłać do tej redakcji.A teraz pokaż te listy
Basia otwarła kopertę z pierwszym listem.
-Adam a może jednak powinienieś zadzwonić do Izy może coś się stało.-Basia poważnym tonem
-A niby co?Może tym razem naczelnemu wyładowała się bateria w telefonie, albo porwali kolejne dziecko.-Adam
-A może jednak powinieneś zadzwonić.-Basia wstała podeszła do biurka Adama i podała mu komórkę.
Zawada wykręcił numer żony, ale po chwili odłożył komórkę do kieszeni spodni.
-Nie odbiera. Sama widziałaś,że próbowałem. I co znalazłaś coś ciekawego w tych listach?
-Nie.Justyna nic nie pisała o Asi. W zasadzie żadnych istotnych informacji.-Basia
Do gabinetu zajrzał inspektor Grodzki
-I co Adam, macie coś wreszcie?
-Nie wiele.Mamy jedną podejrzaną, to była dziewczyna Grześka.Być może to jej naraziła się Justyna.-Adam
-Ja mam dla was coś.Dostalismy maila ze Szczecina.Znaleźli matkę Justyny.Jutro do nas przyjedzie.Kobieta podobno jest bardzo wtrząśnięta smiercią córki.
- Przepraszam,że przeszkadzam, ale ja do Adama- odezwała się IZa, która właśnie weszła przez niezamknięte przez inspektora drzwi
Adam spojrzał na Izę
-Czy coś się stało?Wyglądasz na wystraszoną
-Gdybyś odbierał komórkę jak do Ciebie dzwonie to byś wiedział! Alicja zniknęła!
Co?-Adam wstał na równe nogi- Jak to zniknęła?
-Poprostu zniknęła i już. Dzwoniła opiekunka z żłobka. Podobno zostawiła ją na sali z innymi dziećmi na chwilę i gdy wróciła już jej nie było.Dzwoniła do mnie i pytała czy ja wiem kto mógł ją zabrać.
-Spokojnie Iza. Może mój ojciec ją wziął do domu.On zawsze był przeciwny temu,że zapisaliśmy małą do żłobka.-Adam
-Twój ojciec o niczym nie wie, dzwoniłam do niego.Ja myślę,że to ma związek z tą sprawą ktąrą się zajmujemy.-Iza- Taraz masz niedowiarku! MAcie wszyscy!!! Jesteście wszyscy temy winni.-Iza wybiegła z płaczem
Adam pobiegł za nią.

ciąg dalszy nastąpi!!!
Jakoś ciężko mi się dzis pisze, więc wybaczcie krótką notkę. Pozdrawiam

Powiązane notki:

23 lutego 2009

5/72

Po wyjściu dziewczyn Basia powiedziała do Adama
-Sprawa skomplikowana, ale chyba nie jesteśmy bez szans.Trzeba odnaleśc tego Grześka. Może Rocky będzie mógł nam w tym pomóc.
-Własnie to samo chciałam Ci powiedzieć.Skontaktuj się z Rockim i zajmij się odnalezieniem Grześka- nadkomisarz Zawada- A ty Marek razem z Pawłem jedźcie na tą prywatną uczelnie i wypytajcie o Asię. Ciekaw jestem czy rzeczywiście wyjechała.
-Adam, myslisz,że ona mogła zabić Justynę? Rozumiem kobieca nienawiśc, ale by do tego stopnia?
-Marek nie wiem, a mam zasady,że jak nie wiem to nie bawię się w spekulacje.Znajdzie się ta Asia to wszystko wyjaśnimy.Jedźcie już bo późno się robi, a zależy nam by szybko rozwiązać tę sprawę.
-Paweł chodź! Pojedziemy moim samochodem.-Marek ubierając kurtkę
Gdy komisarze wyszli Zawada zadzwonił do Rockiego.
-Dzięki Rocki! Basia zaraz podjedzie po Ciebie i pojedziecie razem to tego ośrodka dla narkomanów.-Adam się pozegnał i odłozył komórkę na biurko-Basia Rocki już na Ciebie czeka. On zna całą sprawę, wszystko wyjaśnicie sobie po drodze.
-Dobrze Adam już zaraz jadę. A ty co będziesz robił?
-Jest tu trochę papierkowej roboty, nie martw się o mnie. Znajdę sobie pracę.
-Wiem Adam, ale myślę,że mógłbys pojechać już do domu, do Izy.
-Wiesz Basiu nie chce mi się tam jechac i nie pytaj dlaczego.Jedź już bo Rocki czeka.
Basia chciała coś jeszcze powiedzieć, ale „ugryzła się w język”.Popatrzyła tylko na Adama, potem wzięła kurtke i wyszła.

Rocki czekał już na dole przed biurem
-Cześć!Wsiadaj!- komisarz Nawacka zaprosiła go do środka.- To jedziemy
-Super ruszajmy. Mam nadzieję,że zdązymy i zastaniemy Grześka.
-Znasz go? Basia
-Znam i to dośc dobrze.Kiedyś dilował, potem sam brał narkotyki. A potem spadł na samo dno. On dobrze wie co narkotyki potrafią zrobić z człowieka.
-A teraz on pracuje w osrodku?
- Tak. Pracuje tam juz 3 lata, od czasu kiedy wyszedł z nałoguKumpel z ośrodka mówi,że Grzesiek bardzo dobrze się sprawdza w swojej roli.
-A czym konkretnie się zajmuje?
- Chodzi po dworcach i publicznych toaletach i innych takich „ciekawych” miejscach.Rozmawia z narkomanami i próbuje sprowadzać ich na właściwą drogę.Czasami odwiedza oddziały odwykowe i wspomaga osoby które się tam leczą.

w ośrodku leczenia uzależnień

Rocky podszedł do recepcjonistki i spytał o Grześka. Kobieta wskazała im schody i podała numer pokoju w którym jest Grzesiek
-Nie wiem czy będzie mógł rozmawiać, ma grupę.- krzyknęła za nimi kobieta

Gdy stanęli pod drzwimi salo Rocky zapukał i poprosił by Grzesiek na chwilę wyszedł.
-Cześc! O co chodzi? Nie mogę długo rozmawiać. Właściwie jestem bardzo zajęty.
-Rozumiem.Grzesiek to komisarz Barbara Nowacka z komendy w Warszawie.
-Dzień dobry! W czym moge pomóc?
-Basia z wydziału zabójstw.-Nowacka usmiechnęła się- Prowadzimy sprawę zabójstwa Justyny Kopackiej.
-To ona nie żyje.- widać było,że chłopak był zdziwiony i wtrząśnięty ta wiadomością
-Niestety tak.Zginęła kilka dni temu. Podobno studiowałeś z Justyną.-Basia
-Tak, yyy studiowałem i znałem ją- chłopak chwycił się za głowę.- Przepraszam, ale jestem w szoku, nie moge uwierzyć w jej smierć.

Z sali wyjrzał mężczyzna i zawołał do Grześka
-Ej Grzesiek! Długo jeszcze?Umów się z panią na inny termin i wracaj
-Jestem z policji.-powiedziała Basia pokazując odznakę
-A to co innego. W takim razie poradzę sobie sam, stan wyższej konieczności ma się rozumieć.
-Przepraszam Witek, ale sam widzisz wyższa konieczność
-Dobra rozumiem.-mężczyzna wrócić do sali i zamknął za sobą drzwi
-JAk nie masz czasu to, może przyjedziesz do nas jutro na komendę?- zaproponowała Basia
-Nie, załatwy to teraz.Poza tym jestem w takim szoku,że nie wiem czy mógłbym tam wrócić i normalnie zajęcia prowadzić.
-Dobrze, a możemy gdzieś spokojnie pogadać.-Basia rozejrzała się po korytarzu, gdzie co chwile ktoś przechodził
-Tak oczywiście. Zejdę na dół i wezme tylko klucz od jakiejś sali. Poczekajcie minutkę.

Za chwilę Grzesiek wrócił z kluczem i poszli do sali
- Możecie mi powiedzieć jak do tego doszło?- Grzesiek spojrzał na policjantów
-Mnie nie pytaj, niech pani komisarz wyjaśni-Rocki wzruszył ramionami
-Nie wiemy dokładnie. Znaleziona ją martwą w bibliotece uniwersyteckiej gdzie pracowała.Dwa strzały w plecy z bliskiej odległości. Podejrzewamy,że mogła znać napastnika.
-To straszne.No i za co?Ta dziewczyna nigdy nikomu nic złego nie zrobiła.
-A Twojej byłej dziewczynie Asi nie zaszła przypadkiem Justyna za skórę.
-O tej k…. to nie wspominaj. Asia zawsze miała chore filmy. Ja zresztą też taki byłem.Wstyd się przyznać,ale był czas,że pasowaliśmy z Aśką do siebie.Tylko ona lubiła seks i to najchętniej jak najczęściej i z kim sie tylko dało.
-A dlaczego twoim zdaniem Asia tak bardzo nie lubiła Justyny.
-Justyna była poprostu za dobra Asia nie znosiła dobrych ludzi, a poza tym Juztyna za wszelką cenę chciała mi pomóc. Ona chciała mi pomóc nawet wtedy kiedy ja nie chciałem i nie byłem gotowy by ztej pomocy skorzystać.Ja tej dziewczynie naprawdę wiele zawdzięczam
-Justynie? Dlaczego? Przecież podobno pomagała ci na siłę.- Basia trochę zdziwiona słowami Grześka
Chłopak spuścił głowę. Chciał za wszelką cenę ukryć łzy, które poleciały mu po policzkach
Po chwili milczenia zagryzł wargi i wkońcu zdecydował się mówić.
- bo to ona mnie wtedy znalazła kompletnie zaćpanego w tej toalecie w akademiku.Gdyby nie ona…..- głos chłopakowi się załamał, nie był w stanie dokończyć zdania
Rocki położył mu rękę na ramieniu.
-gdyby nie o ona to by mnie tu nie było.Justyna odwiedzała mnie też potem w szpitalu. Podobno siedziała przy mnie nawet wtedy gdy byłem nie przytomny. Nie pamiętam tego, ale mówiły mi to później pielęgniarki.
- A co było potem po wyjściu ze szpitala.Mieliście ze sobą kontakt
-A później to były ciężkie czasy , odwyk. Z resztą Rocky zna moja historię.Chłopak popatrzył przez chwilę na Basię
- A co z Justyną? kontaktowała się z Tobą?
- Początkowo nie moglismy kontaktować się znikim z zewnątrz. Kilka pierwszych miesięcy to było całkowite zamknięcie.Zerwanie więzi z poprzednim życiem. Potem gdy już byłem w stanie normalnie kojarzyćpamiętam,że Justyna pisała listy, przynoszono mi je.
-Co pisała w tych listach?
- Wszystko by mnie tylko podtrzymać na duchu.Pisała,że dam sobie radę,że muszę walczyć i,że o mnie myśli.Przepraszała też,że nie może mi pomóc. To była dziwna dziewczyna, przepraszała w zasadzie za wszystko i winiła się za wszystko.
-A co z Asią? straciliscie kontakt?
-Asia na początku jak wylądowałem w szpitalu odwiedziła mnie. Mówiła,że mnie kocha, płakała, przepraszała. Brała na litość.Przemyciła mi narkotyki do szpitala.Do dzisiaj nie wiem skąd je wzięła ponieważ ona nigdy się o dragi nie troszczyła, to zawsze ja je załatwiałem. Ona nawet nie wiedziała skąd i od kogo je brałem
-To w szpitalu Cię nie pilnowali?-Basia troszkę zdziwona.
- W szpitalu nie pilnują byłych narkomanów, w każdym razie nie tak dobrze jak my byśmy chcieli- odezwał się Rocky- to głownie my , policja załatwiamy im ochronę. Tylko,że Grzesiek o dziwo przed trafieniem na oddział nie miał kłopotów z prawem. Kiedyś go zgarnołem za dilowanie, ale to dawne czasy.
-Ale Rocky, jak to, bo nie bardzo rozumiem. Chłopak o mało się nie przekręcił przez narkotyki, a w szpitalu nic nie zrobili?Przecież o ile wiem o przy samobójcach kierują na konsultacje przychiatryczne i pilnują by sobie ludzie czegoś nie zrobili
-Niestety!-Rocky westchnął- mało wiesz Basieńsko-Do Grześka też psysłali psychiatrę i specjaliste od uzależnień z osrodka.-Przysłali go ale na jedną wizytę.Jedna godzina z psychiatra i jedna z e specjalistą z ośrodka.
- No i co potem?-Basia
- Nie chciałem się leczyć dobrowolnie, więc mnie zostawili. Mieli skierować sprawę do sądu, ale nie zdązyli. Ledwo się przebudziłem, to zadzwoniłem do Aśki i poprosiłem by przyniosła mi chodź małą porcję
-Nie zabrali ci komórki?-Basia
-Tak zabrali do depozytu, ale pożyczyłem telefon, właściwie ukradłem jednej z pielegniarek. Aśka zjawiła się po niespełna godzinie od mojego telefonu i przyniosła to co chciałem.
-Cholera dobra kumpela! -komisarz – Przyjaciółka na dobre i złe nie ma co.
-Jak dałem sobie w zyłę to znowu odleciałem, bo wziołem wszystko naraz.
- I co potem? Co zrobiła Asia?
Chłopak wzruszył ramionami.
- Gdy to brałem jej już nie było. Dała mi narkotyki i strzykawkę i wyszła.A potem już nic nie pamiętam. Obudziłem sie po kilku dniach, ale już w ośrodku na oddziale odwykowym.
-A wiesz może co się teraz dzieje z Asią?Gdzie można by ją znaleźć
- Nie mam pojęcia.Po odwyku nie kontaktowałem się ze starymi znajomymi
- Nawet z Justyną?- Basia
- Przedewszystkim z nią. Było mi wstyd.Wiedziałem,że nie chce mnie widzieć. Gdy przenieśli mnie do innego ośrodka juz do mnie nie pisała. kontakt sie urwał.Chyba ona już nie chciała pisać, albo nie miała adresu.Po odwyku odwazyłem się napisać do niej list.Znajomy z ośrodka cudem załatwił mi adres Justyny, zreszta przez Rockiego i zdecydowałem się napisać list. Musiałem podziękować jej za wszystko i przeprosić.
-Odpisała Ci?
-Tak odpisała. Kilka słów, Odpisała,że się cieszy,że wyszedłem z tego bagnai,że jest ze mnie dumna.Mam nawet ten list.Jesli Wam to wczym kolwiek pomoże to przywiozę go Wam
- Nie wiem czy to w czymś pomoże.Ale może sie przydać, chociaż nie wiem do czego.
-Mam go w domu. Jak znajde to jutro przywiozę
-Bardzo dziękuje Ci za pomoc. Dowidzienia- Basia podała Grzesiowi rękę
-Cześć. Dzięki za pomoc i przepraszamy za kłopot-Rocky
-Nie ma za co.Szkoda,że nie wiele pomogłem.Jutro wpadnę na komendę pani komisarz

W mieszkaniu u Izy i Adama

Było po siódmej wieczorem gdy Iza odebrała dzwoniaca komórkę
-Aniu, martwiłam się! Co się działo z Tobą!
Przepraszam. Rpzładowała mi się komórka potem przyjechałam do redakcji, mieliśmy urwanie głowy xz naczelnym. Ktoś wydzwaniał do redakcji z pogruszkami. A u mnie na mailu była wiadomośc ze zdjeciami. Ktos mnie sledził.
-Wiem Aniu.Otworzyłam Twoja pocztę, widziałam. Martwiłam się, bałam się,że cos się stało
-Wiem jak mogłas się czuć więc bardzo przepraszam.Dzwoniłam nawet z komórki Szymona,ale nie odbierałaś, a potem wyłączyłaś komórkę.
-Byłam na wywiadzie z ta kobietą co dostałam adres od Kocewskiej.
-I co? Cos ciekawego
-Bardzo! Sprawa się rozwija. Zaginięcie jej syna miało miejsce gdzies dwa tygodnie temu. chłopak zniknął prawie na dwa dni.
-A co policja na to?
-Nie przyjeli nawet zgłoszenia bos twierdzili,że za wczesnie.Mówili,że chłopak prawdopodobnie uciekł z domu.. ale czym sie tu dziwić jak Adam tak podchodzi do sprawy.Wczoraj mnie wyśmiał,że jeszcze sie tym zajmuję, a dzisiaj od rana martwa cisza. Nawet dowidzenia nie powiedział tylko trzasnął drzwiami.Dzwoniłam do niego bo się o Ciebie bałam. Zgadnij co powiedział?
-Pewnie powiedział ze nie ma czasu.
- Dokładnie to. Powiedział także,że nic się nie stało i napewno rozładowała ci się bateria w komórce.
-Tu Adam miał rację. – Iza usłyszała dźwięk przekręcanego w zamku klucza- Przepraszam Aniu, ale musze kończyć bo właśnie wrócił
-Dobra, pa. Do jutra!-Ania

-Cześć! Z kim rozmawiałaś?-Adam
- Z Anią. Odnalazła się.- Iza odetchnęła z ulgą.
-To dobrze. Pewnie rozładowała jej się komórka.
-Tak to prawda, ale ja martwiłam się . Mało ja tu umierałam ze strachu o nią.
-Przykro mi,że się martwiłaś, ale przecież mówiłem ci,że to napewno tylko wyładowana bateria.
-Zamiast gadać to może wkońcu zajął byś się tą sprawą. Do redakcji ktoś wydzwania już z pogruszkami, Ania dostała na służbową pocztę maila ze zdjęciami.Nasz naczelny podobno odebrał dziś dwa głuche telefony i to na prywatna komórkę.
-Dobrze Iza, wygrałaś! Zajmę się tym, ale narazie mamy inną sprawe do rozwiązania.Gdy ja rzowiążemy zajmę się sprawą tych telefonów z pogróżkami.
-To kiedy chcesz sie tym zająć?
- Jutro do redakcji może wyśle Wam jakiegoś kumpla który zajmuje się podobnymi sprawami.Ale wszystko prywatnie, bo formalnie nie zajmujemy się tą sprawą.
-Podobnymi czyli jakimi?
- no takimi róznymi między innymi porwaniami, groźbami karalnymi.Sam nie mogę się tym zająć.
- A nie możesz wysłać Basi, albo Pawła?Albo chociaż Szczepana
- Nie mogę.Basia i Paweł zreszta Marek też razem ze mną prowadzą sprawę zabójstwa, a Szczepan z Zuzią nam pomagają.
- to kogo tam przyslesz? Może jakiegoś mundurowego, ze pokręcić sie trochę pod redakcją i poobserwował co?
-Iza nie bądź złośliwa.
-A jaka mam być jak ty ciągle mówisz to samo? Nie można się z Tobą ostatnio wogóle dogadać!!!!- krzyknęła
-A czego ty ode mnie oczekujesz? Że rzucę wszystko i razem z całym wydziałem zabójstw zajmę się tą sprawą.
-Tak własnie tego oczekuję.- Iza troszkę spokojniej
- A co mam powiedziec Grodzkiemu?Może mu powiem,że ty znalazłaś dla nas ciekawą sprawę i,że nie mam czasu zajmować się zabójstwami.
-Nie wierzę,że tak bardzo przejmujesz się inspektorem.Przecież sprawę zabójstwa mógłbyś zostawić np. Basi i Markowi, a ty z Pawłem zajął byś się sprawa zniknięć.
- Oczywiście Iza super pomysł.Zamiast tropić zabójców i rozwiązywać zagadki kryminalne to zajmę się zniknięciami i porwaniami.Super, a może sobie do drogówki pójdę pracować. Będe pilnować by jakaś Twoja kumpela nie dostała mandatu za zbyt szybką jazdę.-powiedział Adam i poszedł do łazienki.
Iza poszła do sypialni. Usiadła na łóźku i zaczęła płakać.Liszowska naprawdę bała się i to nie tylko o koleżankę , ale i o siebie.Była wściekła na Adama,że tak stawia sprawę.- Przyśle do nas do redakcji jakiegoś żółtodzioba na przeszpiegi,żebym dała mu spokój i tyle.- pomyślała.-Ciekawe czemu potrafi sprzeciwić się Grodzkiemu kiedy ma intuicję,że jego śledztwo idzie w złym kierunku, a w tej sprawie boi się ja tchórz.

ciag dalszy nastapii !!!

Cześć!
Czytania troszkę dużo było, ale mam na dzieję,że udało sie przebrnąć przez to, no i,że się podobało.

20 lutego 2009

4/74

Wieczorem w domu Zawadów

Iza bez słowa postawiła przed mężem talerz z obiadem i wyszła z kuchni.
-Mmmiam, pachnie znakomicie- krzyknął Adam za odchodzącą Izą
To jednak nie zrobiło na niej wrażenia.Iza poszła do swojego pokoju i włączyła laptopa.Potem sprawdziła pocztę.Dostała 3 nowe wiadomości.. Ciekawe od kogo – zastanawiała się gdy ściągały się z serwera.Pierwsza była od naczelnego. Druga od tej kobiety z którą przeprowadzała wywiad.
-Skąd ta trzecia – pomyślała widząc nieznany adres.-Może nie będę otwierać, może być jakiś wirus. Hm, ale gdyby był wirus juz dawno antivir by go wykrył i piszczał.Po za tym nie załącznika, więc chyba nie jest to groźne- W końcu zdecydowała się otworzyć.
-Ojej!- krzyknęła i omal nie spadła z krzesła.Przeczytała w myślach treść wiadomości

Szanowna Pani Izo, wiem,że Pani jest mądrą i piekną kobietą więc myślę,że posłucha Pani mojej prośby. Bardzo Panią proszę by Pani znalazła sobie inny temat do artykułu.Pani jest za ładna i za delikatna szkoda by było gdyby coś stało sie Pani, albo Pani córeczce. Tej małej ślicznej niewinnej istotce. Bardzo Panią proszę by przestała zajmować się pani tą sprawą.- Basiu

Mail nie był podpisany
-Cholera jasna, kto to jest i skąd wie o mojej córce.- pomyślała- Dupek jeden mysli,że sie przestraszę.Nic bardziej błędnego- uśmiechnęła się i kliknęła „usuń wiadomość”.
Iza zdecydowała się nic nie mówić Adamowi. Po pierwsze bała się czy jej uwierzy w prawdziwość tego maila, a poza tym nie chciała by jej zabronił zajmować się tą sprawą. A tak z pewnością by się stało gdyby Adam dowiedział się,że ktoś groził Izie i dziecku.
-Kochanie stało się coś? Wydawało mi się,że krzyczałaś!- Adam stanął w drzwiach pokoju.
- Nic się nie stało.Tej kobiecie z która przeprowadzałam wywiad udało się namówić do rozmowy ze mną jeszcze jedną matkę.Jej 8 letni chłopczyk zniknął przed dwoma tygodniami sprzed ich domu.Matka chciała zgłosić zaginięcie, tego samego dnia, ale policja nie przyjęła meldunku, ponieważ stwiedzili,że jest za wczesnie. Następnego dnia wieczorem syn sam przyszedł do domu.Ciekawe prawda? Jutro pojadę pogadać z tą kobietą.
-Tak ciekawe. Znowu kolejna zmyslona historia- Adam usmiechnął się ironicznie i machnął ręką.
- Adam jak nie chcesz się tym zajmować to się nie zajmuj , ale nie śmiej się z tego bo szlag mnie trafia!!!- krzykneła Iza
-Dobrze, ale nie krzycz, bo dziecko obudzisz.
-A gdzie jest Twój ojciec? Nie widziałam go dzisiaj po powrocie z pracy- Iza już nieco ciszej niz przed chwilą.
-U kolegi ma niedługo wrócić.- Adam

Na komendzie
-Basiu, czy ty sprawdziłaś juz te wszystkie adresy znajomych Justyny, które dostałaś z uczelni?
-Tak. Nie wiele tu tego jest dostałam od jej promotorki adresy 4 osób które razem znia uczęszczały do seminarium. Do dwóch dziewczyn się dodzwoniłam. Nadal mieszkają w Warszawie więc umówiłam się z nimi. Zaprosiłam na komendę.Jedna osoba z tej listy, chłopak, wiele nam nie powie, bo jest w Chicago.Wyleciał zaraz po obronie.
-A co z pozostałą dwójką Basiu?
-To para. Chłopak z dziewczyną.Też niewiele nam pomogą, bo wylecieli kilka dni temu do Londynu.
-Cudownie!!! Ta sprawa idzie nam jak krew znosa. Nic się nie porusza do przodu.- zaczął narzekać Marek
-Ej kolego, zamiast mieć od rana muchy w nosie i narzekać weź się za coś.- Paweł
-A za co mam się wziąść Pawełku? Może zacznę tak jak ty bawić się komórką albo wezmę się za niekończące rozmowy na gadu-gadu w czasie pracy co?
-O co Ci chodzi? – Paweł lekko poirytowany zarzutami kolegi- Odebrałem tylko smsa od Radka. Zaprasza mnie z Basią na imprezę w weekend.A co do gg, to nawet nie mam zainstalowanego go tutaj w pracy.Baśka ma, ale ja nie.
-Cisza chłopaki!!!- Adam – Zdaje sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy zdenerwowani i zmęczeni, ale dajcie spokój!!!
-Adam ma racje!- Basia – Chłopaki co was ugryzło?Podajcie sobie ręce na zgodę
- Mnie ugryzł komar w lecie.- uśmiechnął się Nowacki, a po chwili dodał jeszcze – A wczoraj Kojak.Nie mam pojęcia co ugryzło Marka, może jakaś pchła?
-Sam jesteś pchła!- odgryzł się Marek, ale za chwilę wyciągnął rękę na zgodę
-Przepraszam. To wszystko przez problemy z Kasią. Ostatnio za często mnie ponosi.
-Byle tylko nie poniosło Cię za daleko, bo szkoda by było.- Paweł podał rękę koledze i usmiechnął sie przyjaźnie.- Ja się nie gniewam. Rozumiem

Nagle zadzwoniła komórka Adama
-Cześć Iza!
-Cześc Adam. Musisz nam pomóc. Moja koleżanka Ania od kilku godzin nie daje znaku życia.
-Spokojnie.Pewnie wyładowała jej sie komórka, albo ją wyłączyła.Może przeprowadza jakiś wywiad
-Nie Adam, ty nie wiesz wszystkiego.Bardzo się o nią boję, bo odkryłam w jej redakcyjnej poczcie list z pogróżkami. Ktoś robił jej zdjęcia.
-Czy ona też zajmuje się sprawa tych tajemniczych zniknięć?- spytał Adam
-Nie zajmuje się tym, ale na początku trochę pomagała Szymonowi szukając informacji.Adam przyjedź tutaj proszę. Ja tak strasznie się o nia boję.
-Spokojnie Iza.Myślę,że nic się nie stało.Napewno wyładowała jej się bateria w komórce. Nagraj jej się na pocztę, to pewnie oddzwoni wieczorem.Adam próbując uspokoić Izę
-Adam, ale ja Cię proszę zajmij się tym. Zacznijcie jej szukać i przyjedź tu do mnie.
-Nie panikuj!!!! Ja nie mam czasu teraz by sie tym zająć. Poza tym jestem pewny,że Ani nic się nie stało.A te pogruszki to pewnie sprawka jakiegoś małolata.Nie ma czym się przejmować.
Adam wściekły rozłączył się i schował komórkę do kieszeni.

-Komisarzu, kurka przyprowadziłem te dwie dziewczyny.- zza drzwi zajrzał Szczepan
-Niech wejdą – Adam
-Dzień dobry! Ja nazywam się Emila, a to Gosia.Byliśmy na seminarium magisterskim razem z Justyną.-Emilia
-Byłam wstrząśnięta gdy zadzwoniła do mnie pani komisarz Nowacka z informacją,że nasza koleżanka nie żyje.-Gosia
-To rzeczywiście przykra sytuacja.Czy może któraś z pań wie coś, co mogło by nam pomóc?Może ktoś nie lubił Justyny? Może miała jakieś zatargi z kimś?Jakieś kłopoty?
- Była taka jedna,z którą się nie lubiły.-powiedziała Gosia spoglądając na koleżance
-Pewnie myslisz o Asi.- odezwała się zaraz druga.
-Kto to taki? Mogą Panie jaśniej?
-Asia studiowała z nami na pierwszym roku.Po roku jednak wyleciała ze studiów.Potem dostała się na studia zaoczne do szkoły prywatnej.-Emilia
-A dlaczego Justyna z Asia tak się nie lubiły?- zapytał Adam
-Mieszkały razem w tym samym akademiku. Obok siebie.Asia mieszkała z chłopakiem. To była imprezowa para.Asia działała Justynie na nerwy, bo cały czas urządzała imprezy. A Justyna jak to ona, uczyła się wieczorami, a czasami nawe nocami.-Emilia.
- W kazdym razie próbowała sie uczyć.Bo przy tych Aśki imprezach nie dało się uczyć.- do rozmowy włączyła się Gosia
-A ten chłopak? Też tak imprezował- Adam
- Tak Grzesiek lubił zaczaleć. Lubił dużo wypić.Poza tym brał narkotyki i palił papierosy. Ona zresztą też paliła jak smok.Dobrana była z nich para. Dwa degeneraty.-Emilia
-Dobrze, wszystko fajnie, ale chyba nie sądzicie dziewczyny,że Aśka zabiła koleżankę tylko dlatego,że ta nietolerowała jej imprezowego życia.-do rozmawiających podeszła Basia z kubkiem kawy w ręku- Może życzą sobie Panie coś do picia?
-Może ja poprosze herbatę.Trochę zmarzłam-poprosiła niepewnie Gosia
- Oczywiście. Juz stawiam czajnik. A pani też coś wypije?-Basia zwróciła się do Emili
-Nie dzięki.-Emilia- A nawiązując do sprawy, to wcale nie chodziło o imprezy.Asia ubzdurała sobie,że Justyna odbiła jej chłopaka. Kiedyś byłam świadkiem jak Asia odgrażała się Justynie,że nie odpuści i Grzesia nikomu nie odda.
-Ale jak to mozliwe,że taka porządna ,jak mówicie, dziewczyna chciała mieć za chłopaka takiego degenerata.
-Nie mam pojęcia-Emilia. Justyna rzeczywiście była porządna. Nigdy nie brała narkotyków.Od papierosów też trzymała się z daleka.
- Ja przypuszczam,że Justynie zrobiło się żal Grześka, bo widziała jak Aśka go wykorzystywała i zdradzała. A on głupi się dawał bo potrzebował kasy na narkotyki.Wszystko Asi wybaczał.-Gosia
- Justyna to była taka matka Teresa. Chciała dla wszystkich dobrze.- Emilia
-A co się stało z Grzeskiem?Gdzie teraz mieszka?- zapytał nadkomisarz Zawada
- Nie mam pojęcia.Po tym jak znaleźli go na uczelni w toalecie zaćpanego prawie na śmierć, chodziły słuchy,że trafił na odwyk.-Emilia.

Basia przysiosła herbatę i podała ja Gosi.
-Dziękuję bardzo pani komisarz. – dziewczyna chwyciła kubek skostniałymi z zimna rekami.
-Nie ma za co- uśmiechnęła się Basia- Chyba trzeba nosić rekawiczki z zimą nie ma żartów.
- Szkoda,że nie wiecie gdzie ten Grzesiek. A co z Asią?
- Podobno studiuje dalej na prywatnej uczelni.Ostatnio wzięła dziekankę i wyjechała z nowym chłopakiem gdzieś za granicę -Emilia
-A dawno pojechała?Skąd ona była?- Basia
-Była ze Szczecina, tak jak Justyna.-Gosia- Ale nie wiem kiedy i czy wogóle wyjechała.
-Ja też nie wiem.-Emilia pokreciła przecząco głową.-Studiuje w Prywatnej Akademii Pedagogicznej na Sezamowej. Może tam sie państwo czegoś dowiedzą.
-Dowiemy się z pewnością-Adam podając dziewczynom rękę na pożegnanie.-Dziękujemy za pomoc.

ciąg dalszy nastapi !!!

19 lutego 2009

3/73

Na komendzie.

-Adam przyszedł do nas Arek Landowski. Pytał się kurka, kto prowadzi sledztwo w sprawie Justyny.
-No to zaproś go tu Szczepan do nas.
Za chwilę Szczepan wróził razem z chłopakiem
-Dzień dobry. Dziś dowiedziałem się,że prowadzą państwo sprawę zabójstwa tej bibliotekarki Justyny.
-Skąd się pan o tym dowiedział?- Adam
-Nie trudno było. Cały uniwersytet aż huczy o tym.Wszyscy są wtrząsnięci.
–Pan nazywa się Arek Landowski, tak?- upewniał się Marek
- tak, a dlaczego pan pyta?
- Czy to z Panem spotkała się Justyna kilka dni przed smiercią?- Marek
-Mozliwe.Często przychodziłem, bo Justyna załatwiała mi ciekawe ksiązki.Czasami brałem niektóre na noc.Wiedzą państwo życie studenta jest trudne.Mało egzemplarzy książek w bibliotece.
-Czy spotykał się pan z Justyna poza biblioteką.- Adam
-To była wspaniała dziewczyna, chyba każdy chłopak o tym marzył. Ja też. Tylko,że ona nigdy czasu nie miała i chyba nie chciała.
-A pamięta pan dzień w którym widział ją pan po raz ostatni?
Chłopak chwilę milczał, zastawiał się.
-Chyba tak. To musiało być wtedy, kiedy przyszedłem po książkę. Nie pamiętam jaka to była, ale to było przed egzaminem z metodyki leczenia uzależnień.Ja studiuję resocjalizację.Jestem na czwartym roku.
- A zdał pan ten egzamin?- zapytała Basia
-Tak, choć trudno było, ale mam to już za sobą.To wszystko dzięki Justynie.
-Dlaczego pan mówi,że dzięki niej?
-Ona motywowała mnie do nauki. W liceum byłem strasznym leserem. Nigdy nie chciałem iść na studia.Na pedagogikę dostałem się fuksem i nie chciałem tutaj zostać, ale to się zmieniło, kiedy zobaczyłem Justynę.
-Justyna pracowała przecież wbibliotece od niedawna, więc musiał znać ją pan wcześniej.A mówił pan,że jej nie zna.-Basia marszcząc brwi
-Bo nie znałem.Widywałem ją wcześniej,Studiowała pedagogikę. Była chyba z dwa lata starsza ode mnie.Wczesniej studiowała podobno medycynę, ale chyba tylko rok.Tak słyszałem.- Arek
-Czy pan może wie czy Justyna miała jakiś wrogów. Może ktoś jej nie lubił?
-Jeśli chodzi Panu o to kto mógły ją zabić to powiem szczerze,że nie mam pojęcia.Z tego co wiem to ta dziewczyna to był chodzący anioł, nie wiem kto mógłby ją zabić i dlaczego.Przykro mi, ale wtym pomóc nie mogę., choć bardzo bym, chciał.
-Hm, szkoda.-Adam- Proszę jednak o nas pamiętać gdyby pan sobie coś przypomniał
-Oczywiście panie komisarzu. Mam prośbę, chciałbym wiedzieć kto ją zabił więc czy mogli by mnie pańśtwo poinformować o postępach w sledztwie. -chłopak dał Adamowi swój numer komórki
-Przykro mi, ale nie jest pan nikim z rodziny zamordowanej, więc nie możemy tego zrobić-Adam- AA właśnie, może pan wie cos o rodzinie Justyny.Ona mieszkała sama, a my nie możemy dotrzeć do jej bliskich.
- Wiem tylko,że ona była ze Szczecina.Jej ojciec podobno odszedł gdy była bardzo malutka.A o matce mówiła mało.Justyna wczesnie się wyprowadziła. Chyba nie miała dobrych stosunków z matką.

Po wyjściu chłopaka

- No i co?Wygląda na to,że mamy mało-Adam oparł się o swoje biurko- Marek ty rozmawiałeś z tymi co studiowali z Jutyną?
-Niestety nie.Ona jest absolwentką, więc większość ludzi co znią studiowała jest już poza uniwerkiem.Odnalazłem jedną dziewczynę,która studiowała z Justyną trzy lata, potem zaszła w ciążę, nie zdała egzaminów i musiała powtarzać rok. Teraz jest na 4tym roku, równolegle ztym Arkiem tylko,że wybrała pedagogikę specjalną, zamiast resocjalizacji.Tak samo zresztą jak nasza denatka.
- No i co Marek? Czy ta dziewczyna powiedziała coś ważnego.
-No nic. Mówiła,że nie trzymała się z Justyną. Na ich roku było ze sto osób, więc dziewczyny nie miały okazji sie poznać.
-A co z jej rodziną?-Adam- Basia sprawdziłaś te namiary, które dostałaś od Marka.
-Tak tam był szczeciński adres i jakies dwa numery telefonu. Jeden stacjonarny i komórka, do matki.Jednak oba numery już nieaktualne.
- No to cudnie!!!- podsumował Paweł – Nie mamy nic konkretnego, oprócz trupa w bibliotece.

Nagle do pomieszczenia weszła Iza.A właściwie wleciała jak huragan bez pytania.
-Co ty Iza ludzi straszysz? Wpadasz tu jak Grodzki, wyrywając prawie drzwi z framugi
-powitała ją Basia
- Idioci! Totalni z Was idioci.Mieliście odpuścić sobie tę sprawę, a nie straszyć kobietę.
-O co ci chodzi?- spytał zdziwiony Adam patrząc raz na Izę raz na Marka.
Brodecki spuścił głowę i nastapiła chwila ciszy.Po chwili Marek podniósł głowę i zwrócił się do Adama
-Przecież sam chciałeś bym z kobietą pogadał, to pojechałem pogadać.
-Pogadać mówisz?- Iza- Kobieta dzwoniła dzis do mnie z pretensjami,że nasłałam na nia policję aby się zamkneła. Ciekawa jestem co jej powiedziałeś?
- Spytałem ją tylko czy zgłosiła zaginięcie dziecka na policję i ostrzegłem,że za składanie fałszywych zeznań i za kłamstwo grozi kara pozbawienia wolności.
-Czemu tam pojechałeś? Jak mogliscie!!!-krzykneła Iza i wyszła trzaskając drzwiami.
Marek popatrzył na Adama i wzruszył ramionami.Basia zajrzała do szafki.
-Kurcze nie ma kawy. Idę do automatu, a wy sobie pogadajcie.
-No co się tak patrzysz? Miałem załatwić sprawę to załatwiłem.
-Miałeś z kobieta spokojnie porozmawiać,a nie ją straszyć-Adam
- A co miałem zrobić?Wysłuchać spokojnie jej kłamstw i zająć się sprawą?Adam my mamy co robic i bez tego, więc po co nam to?Sam chciałeś bym udowodnił,że sprawy nie ma prawda?
-Wszystko co mówisz to prawda, ale mogłeś rozegrać to jakoś delikatniej. Ale nie ważne teraz mamy inną sprawę.-Adam
-Wiem,że mamy sprawę, cały czas to powtarzasz od kilku dni , tylko,że nie możemy jej rozwiązać. Narazie nie znaleźliśmy nawet matki zamordowanej dziewczyny. -Marek spoglądając na zegarek – Może mógłbym już wyjśc i pojechać do szpitala? Może Kasia juz dostała wypis.
-Ja juz posłałem faks do komendy w Szczecinie z danymi zamordowanej z prośbą o pomoc w poszukiwaniach jej matki.Marek, a ty zamiast kręcić się w kółko i myśleć o Kaśce jedź jeszcze raz do biblioteki, na uniwersytet, może cos przeoczyliśmy.
-Adam, ale co? Ja już tam byłem.Nie mam juz pojecia czego mam szukać i z kim rozmawiać.Wykładowcy mówili……, przepraszam Adam komórka-Marek odebrał, bo czym zaraz zbladł. Szybko skończył rozmowę.
-Coś się stało? Kto dzwonił?
-To ze szpitala dzieciaki jutro będą wypisane do domu, ale Kasia nie.Dostała dziś silnych skurczy i zasłabła.Podobno mogło dojść do przdwczesnego porodu, ale opanowali sytuacje.
-Całe szczęście!-Adam-To jeszcze przecież zbyt wcześnie na poród.
-Adam czy ja mogę do niej jechać?Proszę!
W tym momencie wróciła Basia z kawą.
-Coś się stało?- zapytała patrząc na niewyraźna minę Marka
-Marek chce jechac do szpitala do Kasi, podobno źle sie poczuła.Z tym własnie się wiąże moja prośba pojedź Basiu na uniwersytet i pogadaj jeszcze raz z wykładowcami, może żeśby coś ominęli. Zrobisz to?
-Oczywiście pojadę, tylko najpierw sprawdzę,że może jakiś mail ze Szczecina nie przyszedł.
W tej chwili odezwał się faks. Basia pobiegła zobaczyć
-Jest! To ze Szczecina. powiedziała wyciągając kartkę.
Adam z Markiem podeszli bliźej.
- No i jak? Znaleźli ją?- Ma.rek zajrzał Baśce przez ramię.
-Niestety sprawa jest poważna.Matka Justyny leczyła sie psychiatrycznie i kilka dni temu wyszła na przepustkę. Od tego czasu wszelki slad po niej zaginął.Sprawdzili adres zamieszkania, który kobieta podała w szpitaku, ale on juz nieaktualny.Nie wróciła tam.
-To co zniknęła tak jak „kamień w wodę”?-Adam
-Widocznie tak.Adam mogę iść?-Marek
-Dobrze, leć bo ty i tak już tylko o Kasi myslisz. Nie ma z ciebie tu dzisiaj żadnego pożytku. Basia przejmie twoje obowiązki.
-Dzięki Adam, jesteś wspaniały.-Marek wział kurtkę i wyleciał z komendy jak z procy.
-Adam może trzeba sprawdzić szpitale. Może kobieta miała jakiś wypadek?. Ona wyszła ztego psychiatryka tydzień temu i ślad po niej zaginął.
-Dziwne,że do tej pory nikt jej nie szukał.-Adam podrapał sie po głowie.
-Podzwonię po szpitalachw szczecinie, czy nie przyjeli jej ostatnio na oddział.Wiesz Adam róznie się dzieje. Może miała wypadek i leży gdzieś nieprzytomna.-Basia
-Napisz by odnalezieniem jej zajeła sie komenda w Szczecinie.Ty jedź wkońcu na ten uniwersytet.Zajmijmy się szukaniem zabójcy, a nie matki Justyny.
-Dobrze Adam jadę, ale uważam,że to bezsensu, skoro Marek rozmawiałał już z wykładowcami tej dziewczyny.
-To pogadaj znimi jeszcze raz i postaraj się załatwić dane byłych kolegów i koleżanek Justyny. Może ona miała na tych studiach jakąś przyjaciółkę.
- Dobrze postaram się.

W szpitalu u Kasi

Gdy Marek przyszedł na oddział, przed salą siedziały już ubrane dzieciaki gotowe do wyjścia.
-Cześć dzieciaki! Co się dzieje? – zapytał
-Psyjechała babcia i nas zabierze do domu.Mamusia musi tu jeszcze zostać.- powiedział Krzyś
-Dobrze kochane zostańcie tu a ja wejde na chwilę do sali.
Gdy wszedł Kasia spała, a jej mama siedziała przy łóżku i trzymała ją za rekę.
-Cześc Mamo, co się dzieje?- spytał szeptem
- Już wszystko w porządku. Sytuacja opanowana, ale nie wiadomo czy Kasia nie będzie musiała zostac tu do końca ciąży.
-Ale jak to się stało?
-Dokładnie nie wiem.Chyba przy pakowaniu.Wstała i chyba podniosła torbę, a potem osunęła się na ziemię. Dzieciaki wezwały pomoc.Po chwili ocnęła się, ale dostała silnych skurczy.Lekarz mówił,że mało co a zaczeła by się akcja porodowa.
-Dobrze,że udało sie lekarzom to zatrzymać.-Marek- A co z dzieciakami? Miały wyjśc dopiero jutro?
-Dobrze sie już czuja więc dostały wypisy już dziś. Rozmawiałam z Kasia i podjełysmy decyzję,że zabiorę je do siebie na kilka dni.
-Dlaczego?Przecież ja mogę zająć się dziećmi. Poradzę sobie.-
-Ciekawe jak ty sobie poradzisz. Skoro pracujesz od rana do wieczora,a czasami nawet w nocy. Kto bedzie je odbierał i zawoził do przedszkola?
-Do tej pory jakoś sobie radziliśmy, Czasami je odwoziłem i odbierałem.Nie możemy Cię obarczać swoimi kłopotami mamo, jesteś już słaba.
-Marek to są moje wnuki, a nie kłopoty. Tak zdecydowała Kasia. Zrozum.
-Cześc kochanie! Dobrze,że jesteś- obudziła się Kasia
- Cześć słoneczko. Przepraszam jesli cię obudziliśmy, ale rozmawiamy o dzieciach.
- Słyszałam Marek.-Kasia- Chcę by dziećmi przez tydzień zajęła się mama. Będziesz miała spokój, a mnie może za tydzień wypuszczą do domu. Porobią badania i będzie wszystko ok.
- Dobrze kochanie, niech tak będzie. Pojadą na tydzień do babci, a w niedzielę je odbiorę.- Marek uśmiechnął się.Nie zgadzał się z Kasia i nie pasowało mu,że dzieciaki miały jechać z jej mamą, ale postanowił się nie odzywać.Nie chciał teraz denerwować żony.
- Mareczku cieszę się,że się zgadzasz. Dziekuję,że jesteś taki wyrozumiały.

ciag dalszy nastąpi !!!

No i co? Znów nic się nie wyjaśniło w sprawie.Do tego doszły kłopoty osobiste Marka i Kasi. Na rozwiązanie sprawy musisie jeszcze troszkę poczekać. Cierpliwości. Pozdrawiam i zapraszam do komentowani

14 lutego 2009

2/72

W domu u Zawadów

Gdy tylko Adam wrócił z pracy Iza wybiegła do niego z dyktafonem.
-Choć szybko. musisz tego posłuchać-. Iza wzięła Adama za ramię i zaciągneła do stołu.
-Spokojnie może najpierw się rozbiorę?
-Nie teraz! Słuchaj- kobieta włączyła dyktafon
Adam wysłuchał dokońca a potem poprostu wstał od stołu i poszedł odwiesić kurtkę do przedpokoju.
-Co o tym myślisz?Ta sprawa jest bardzo tajemnicza, piszemy o tym artykuł. Pomożesz nam?
-Izuniu kochanie pomógłbym Ci, ale ja pracuję w wydziale zabójstw, a ponadto znam tę sprawę.
-Adam, czyli co? Jak zabiją w końcu jakiegoś dzieciaka to się tym zajmiesz? Jak możesz?
-Nie o to chodzi.Przykro mi o tym mówić, ale ta sprawa to wymysł mediów a dokładnie waszej konkurencji.
-Wiem o czym mówisz Adam, ale zapewniam Cię,że nikt z dziennikarzy tego nie wymyślił
-Iza, wiem,że ty jesteś żetelną dziennikarką, ale nie wszyscy są tacy.A dziennikarstwo śledcze właśnie na tym polega,jak nie ma o czym pisać to trzeba wymyślić sobie temat.
-Adam, ale ja rozmawiałam z tą kobietą i wiem,że mówi prawdę.
- To samo powiedziała dziennikarzom z „Wieści miasta” kilka miesięcy temu prawda?
- Tak rozmawiała z nimi, ale wtedy podobno nie powiedziała wszystkiego.Teraz zależy jej na nagłośnieniu tej sprawy i rozwiązaniu jej.
- Ciekawe po co jej tej rozgłos??? Może wasz naczelny zapłacił jej za ten niby wywiad co?

Iza odwróciła się i wściekła poszła do kuchni podgrzewać obiad. Zamieszała kilka razy w garnku, a potem wzięła się za układanie talerzy na stole.
-Iza, co to ma być?Nie rzucaj tak talerzami bo je wyszczerbisz.-Adam objął ja ramieniem
Iza wyrwała się i odeszła bez słowa. Podczas obiadu wogóle się nie odzywała.
- Kochanie nie lubię gdy się złościsz. Zrozum,że mamy poważniejsze sprawy do rozwiązania.
-Dobra Adam naturalnie,że Cię rozumiem.Wy zajmujecie się tylko zabójstwami, zamiast im przedziałać.-Iza usmiechnęła się ironicznie – Sama zajmę się tą sprawą skoro ty nie chcesz mi pomóc.

Rano na komendzie.
-Adam co jest?-spytał Marek i pomachał ręką koledze przed oczami
-A co ma być?
-Nie wiem, ale mówię coś, a ty nie reagujesz.Przyszła koleżanka tej zamordowanej, pytałem czy mam ją przesłuchać?
-Dobrze Marek załatw to.

Marek zdziwony reakcją Adama poszedł do pokoju przesłuchań, gdzie czekała na niego koleżanka Justyny Kopackiej.Maja Kuna pracowała z Justyną . Justyna pracowała w wypożyczalni, a Maja w czytelni.
-Wczoraj się z Justyną nie widziałyśmy się, bo ja przychodzę w poniedziałki przychodzę na 8 rano i konczę o 13tej, a Justyna przychodzi na 13tą. Poza tym wypożyczalnia i czytelnia dwa oddielne pokoje. Co prawda są połączone wąskim korytarzem, ale osoby pracują w czytelni żadko chodzą do wypożyczalni. Chyba,że trzeba kogoś na chwilę zastąpić.
-Pani dobrze znała Justynę.
-Niezbyt dobrze. Ona pracowała tu od niedawna, chyba od miesiąca. Była skryta, nie wiele mówiła o sobie. Lubiła słuchać jak inni opowiadali o róznych rzeczach, ale ona zawsze nie wiele mówiła. Praktycznie cały czas milczała.
-A miała chłopaka?
-Nie wiem.Parę dni temu przyszedł do niej do pracy jakiś chłopak, student.Nie wiem kto to był nie chwaliła się.Rozmawiałam niedaleko z inna koleżanką i słyszałam,że mówiła do tego chłopaka po imieniu, więc musieli się znać.
-Pamięta pani jak się do niego zwracała.
-hm, chwileczkę jakieś imię na A.A już pamiętam Arek.
-A jak wyglądał ten chłopak?
- taki przeciętny ani wysoki ani niski.Ciemne włosy.Nic Szczególnego.
-To wszystko? nic więcej pani o nim nie może powiedzieć?
-Nie wiedziałam,że to będzie istotne, nie przyglądałam się.Ona dała mu jakąs książkę i poszedł.
-Dobrze. Tu jest numer telefonu do mnie. Gdyby pani sobie cos przypomniała proszę zadzwonić.
Gdy tylko kobieta wyszła Marek poszedł do Adama.Zawada nadal siedział przy biurku, patrząc przed siebie, zamyślony.Pawła i Basi nie było.
-Gdzie Basia i Paweł?
-Paweł pojechał do szpitala po Łukasza, a Basia pojechała do patologa po wstępny raport z sekcji.
-A co z Tobą?-Marek- Powiesz wreszcie jak przyjacielowi czemu jestes taki nieobecny od rana.
- Chodzi o Ize i tą aferę z tajemniczymi zniknięciami dzieci. Słyszałes o tym?
-Tak, wiem coś o tym. Chodzi o” Wieści miasta?”- Marek
-Tak, chodzi o ten artykuł co ukazał się przed miesiącem.Teraz gazeta Izy znowu podjęła ten sam temat.Iza nie chce zrozumieć,że ta cała sprawa jest wyssana z palca.
-I co ztym zamierzasz zrobić? spytał Brodecki
-Ja nic, ale to sprawa dla Ciebie.
-Dla mnie? Dlaczego?
-Chciałeś pomóc przyjacielowi to się wykaż.Masz tu adres tej kobiety z którą wczoraj rozmawiała Iza.Pojedź tam i zorientuj się o co chodzi.
-Po co mam się tym zająć, skoro nawet komendant mówił, że to fikcja stworzona przez media.- Marek wyraźnie nie był zadowolony z pomysłu swego szefa
-Jesli tego nie sprawdzimy, Iza nie da mi spokoju. Chodzi o to by jej udowodnić,że sprawy nie ma. rozumiesz?-Adam
-Rozumiem, ale jak?
-Nie wiem.Najpierw pogadasz z kobietą, a potem do „Wieści miasta”Powęszysz tam trochę.Pogadasz z naczelnym i pracownikami.Może ktoś wreszcie się przyzna,że to jest wymyślone.
- To co adam mam teraz tam jechać?
-Nie. Teraz pojedź na wywiał pedagogiki, gdzie studiowała nasza denatka.Dowiedź się u kogo pisała pracę magisterską i jak poszedł jej egzamin. Pogadaj z nauczycielami i z tymi którzy ją znali.Sprawą Izy zajmiesz sie później.
-Dobrze pojadę, ale nie wiem czy to ma sens?
-Marek ja nie wiem też co ma sens.Mamy mało śladów.Nie wiemy kto mógł zabić tą dziewczynę.Zamiast się zastanawiać czy to ma sens jedź tam. AAA…. spytaj się o tego tajemniczego Arka, który ja odwiedził kilka dni przed zabójstwem.Może ktoś go zna.

Marek wziął kurtkę i wyszedł.Po chwili do pomieszczenia w którym siedział Adfam weszła Basia z raportem w dłoni.
-Co tam przeczytałaś? Pokaż!- powiedział wyciągająć rękę po raport.
-Nic nowego.Zginęła od strzałów w plecy z bliskiej odległości.Napastnik zaszedł ją od tyłu, gdy stała na drabinie.Złamała rękę spadając z drabiny, ale spadając już podobno nie żyła.Jedna kula przeszła na wylot i uszkodziła serce, a druga rdzeń kręgowy.
- To wszystko?- Adam- A jakieś odciski palców?
-Tylko pracowników, nikogo innego. Już podobno to sprawdzili.Nie mamy też narzędzia zbrodni.
-W ciele ofiary znaleziono jedną kulę, drugiej kuli brak. Mozliwe,że zabrał ją napastnik.
-Robili badania balistyczne?-Adam
-Jeszcze nie ma wyników. Mają przysłać nam faksem wyniki-Basia.
-Cześć, Mozna na chwilę.- do gabinetu zajrzał Grodzki
- Zapraszamy Rysiu.Ty zawsze jesteś mile widziany.-Adam usmiechając się.
Grodzki wszedł i zamknął za soba drzwi.
- No to opowiadajcie, jak tam postępy w śledztwie?
- Narazie nic nie wiemy.- skwitował krótko nadkomisarz
- JAk to nic? A raport macie?
-No mamy, ale nie wiele z niego wynika.Nie mamy narzędzia zbrodni. Ta koleżanka denatki też nie wiele umiała nam pomóc.Marek pojechał na pedagogikę pogadać z byłymi wykładowcami dziewczyny.
-A gdzie Paweł?-Grodzki
-Paweł pojechał odebrać Łukaszka ze szpitala i chyba coś długo mu tam zeszło.-Basia
-Aha, to rozumiem,że pan Nowacki pracuje w terenie.- inspektor
-Naturalnie! Napewno myśli nad naszą sprawą.-Adam usmiechnął się do wychodzącego inspektora.
-No to niech coś wymyśli.A potrzebujecie czegoś? – Grodzki zawrócił od drzwi – Może jakiś nakaz przeszukania z prokuratury, czy coś?
-Narazie nie ma czego przeszukiwać.Przeszukalismy co prawda wczoraj torebkę ofiary, ale to udało nam się bez nakazu.

ciąg dalszy nastąpii!!!

Niewiele się dzieje. Nic praktycznie nie zostało wyjaśnione, ale trudno.Może coś się wyjaśni w nastepnej notce.Jeszcze dużo pracy przed naszymi komisarzami. Pozdrawiam

13 lutego 2009

Kłopoty kryminalnych cz.72

Witam wszystkich serdecznie i zapraszam na notkę.Ta część należy do mnie Mam nadzieję,że się Wam spodoba.

W redakcji

Iza podeszła do biurka koleżanki
-Co robisz?
-Zapomniałaś Iza? Zajmujemy się sprawą tajemniczych zniknięć dzieci. Dzieciaki znikają na kilka dni, a potem same wracają. Nie sądzisz,że to dziwne?Proszę czytaj!- koleżanka podała Izie artykuł z konkurencyjnej gazety.
-Tą sprawą chyba powinna zając się policja.- powiedziała Iza oddając gazetę koleżance.
- Policja powiadasz?Oni już się tym zajęli i stwierdzili,że nic się nie dzieje.
- Jak to???
-Nikt narazie nie złożył doniesienia. Policja stwierdziła,że ta sprawa jest kreowana przez media.Wyobrażasz to sobie?Komendant główny powiedział,że nie będą się tym zajmować i zaapelował do mediów by nie „karmić”społeczeństwa fikcją i zając się czymś poważnym.
-Aniu, ja w to poprostu nie wierzę
W tej chwili do gabinetu wszedł Szymon.
-Co tam Aniu? Znalazłaś to o co cię prosiłem?
-Tak Pogrzebałam trochę w internecie.Odnalazłam też stary numer „Wieści z miasta”, gdzie pisali o tej sprawie.Znalazłam ostatnią wypowiedź komendanta w tej sprawie.
-Dzięki Aniu!Dobrze,że jesteś IZa, bo mam prośbę do Ciebie. Tu są adresy dwóch matek, których dzieci ostatnio zaginęły.Zdobyłem też numery telefonów. Może uda ci sie umówić z Nimi na wywiad.
-Dobrze Szymon. sprawdzę to.
Gdy tylko Szymon wyszedł Iza podniosła słuchawkę redakcyjnego telefonu.
Po chwili rozmowy zwróciła się do koleżanki
-Jedna z kobiet zgodziła się na rozmowę ze mną.Trzeba kuć żelazo płóki gorące!Jadę do niej nim się rozmyśli.- dziennikarka zdjęła swoją kurtkę z wieszaka i wybiegła z redakcji.

Na komendzie
Marek wbiegł do kanciapy spóźniony.
-Cześć! przywitał się i bez słowa wyjaśnienia poszedł po swój kubek
-Co jest Marek? stało się coś?- zaczął Adam
-Nic a niby co miało się stać?Nie zdązyłem w domu wypić kawy.
-Byłeś pewnie wczoraj u Kasi i u dzieciaków w szpitalu.-Adam
-Tak byłem. Chciałem nawet zostać tam na noc, ale Kasia nie chciała się zgodzić.Dzieciaki już się czują dobrze, więc uważała ze nie ma potrzeby.Do domu przyszedłem więc koło ósmej wieczorem. Zasnąłem przy telewizorze i nie nastawiłem budzika.
-To i tak dobrze,że się obudziłeś, a nie przespałeś całego dnia.Bieadaku, nie miał kto Cię do łóżka zaprowadzić.- powiedziała Basia usmiechnęła sie ironicznie.
-Haaaa, wielkie rzeczy. A ty nigdy nie zasnęłaś przy ulubionym serialu.-Marek wytknął język
Nagle do pomieszczenia wszedł Grodzki.
-Co jest od rana się kłócicie? Pora zabrać się do pracy. Jest nowa sprawa.-inspektor podał Adamowi kartkę papieru i odwrócił się wkierunku dzwi
-AA, MArek, jak się czuje Łukaszek?
-Już dobrze.Wszystko z nim w porządku. Jutro mają go wypisać i ma wrócić do Domu Dziecka.
-Ja go zawiozę.Rozmawiałem już z zastępcą dyrektorki.-Paweł
-Ona teraz pełni obowiązki dyrektora placówki, bo główna dyrektorka sama złożyła rezygnacje.Jest oskażona o to,że kryła syna i utrudniała śledztwo.- odezwała się Basia
-A ty Paweł nie zaangazowałeś się za bardzo w tę sprawę?-inspektor- Pamiętaj,że Łukaszek nie jest Twoim synem
Po wyjściu inspektora Adam komisarze wyszli z komendy i pojechali na miejsce zbrodni. Tym razem miejscem zbrodni okazał się Uniwersytet, a dokładniej uniwersytecka biblioteka.

-Cześć!Co tu mamy panowie?- nadkomisarz Zawada
-Ofiara to Justyna Kopacka. Pracowała wtej bibliotece od niedawna. Niedawno skończyła studia.Studiowała tu pedagogikę.Miesiąc temu obroniła magisterkę.
- Jak zginęła?
-Jeszcze badamy to, ale chyba bezpośrednim powodem śmierci było uszkodzenie rdzenia kręgowego i wykrwawienie.Trzy strzały w plecy z bliskiej odległości.- technikPoza tym ma złamana rękę.
-Jak to się stało?
-Prawdo podobnie spadła z tej drabiny po tym jak sprawca oddał strzały.Kobieta spadając chyba już nie żyła.

W redakcji.
Iza wróciła z wywiadu i zaraz pobiegła do pokoju Szymona.Była tak rozemocjonowana,że wpadła bez pukania gdy ten rozmawiał z naczelnym.
-Przepraszam.- szepnęła gdy zorientowała się,że jest nie w porę.
-Wejdź Iza. Rozmawiamy właśnie o tobie i o atykule- naczelny
-To będzie cykl artykułów. Wygląda to na poważną sprawę, to jest sprawa dla policji.Porozmawiam dziś z Adamem, oni muszą się tym zainteresować.Prosze słuchajcie.-Iza położyła swój dyktafon na biurku i włączyła go.
Gdy skończyli słuchać naczelny wyłączył go i zwrócił się do Izy.
-Jeśli ta kobieta mówi prawdę to sprawa jest poważna. Co prawda jej dziecko wróciło samo, ale dziwne,że nic nie pamięta i niec nie opowiadało o tym co się stało.
-Córka tej kobiety jest całkiem zdrowa. Wróciła po czterech dniach bez żadnych zadrapań i innych sladów znęcania.
-Udało ci sie porozmawiać z małą?- spytał Szymon
-Niestety nie, bo gdy mnie zobaczyła zaraz uciekła. Poza tym matka nie zgodziła się na wywiad z córką.Chyba jeszcze nie zdobyłam jej zaufania. Kobieta boi się i jest zła,że nikt nie chce jej pomóc.Policjant któremu zgłosiła sprawę zarzucił,że kobieta zmyśla.
- A co z innymi świadkami? Dałem Ci trzy adresy.- Szymon
-Jeden telefon nie odpowiadał. Dzwoniłam tam chyba z dziesięc razy.A jedna kobieta nie chciała rozmawiać. Rzuciła słuchawkę gdy tyko powiedziałam,że jestem dziennikarką. Powiedziała,że nie szuka sensacji tylko spokoju.
-Trudno.Mając jeden wywiad będzie nam trudno napisać pożądny cykl artykuł, a jeszcze trudniej będzie zainteresowac tym policję.Po wypowiedzi komendanta już nikt z policji nie chce znami rozmawiać. Wszyscy nabrali wody w usta.- naczelny
-Iza musisz koniecznie namówić tą drugą kobietę na wywiad i musicie odlależc innych świadków.- naczelny spojrzał na dziennikarzy i wyszedł z pokoju.

Iza spojrzała na zegarek. Juz późno.Dużo czasu zajął mi ten wywiad.JAdę do domu.
-Tak już czas.Spróbuj jutro z samego rana zadszwonić do tej drugiej kobiety jeszcze raz.
-Po co? Przecież prosiła by dać jej spokój.
-Tak, ale sama słyszałaś co powiedział naczelny?!Musimy napisać cały cykl artykułów, a narazie nie mamy materiałów nawet na jeden artykuł.
-Ale musimy uszanować prywatnośc tej kobiety. Ja ją rozumiem.Chce mieć święty spokój i nie chce nagłaśniać sprawy. Ma spowrotem swoje dziecko całe i zdrwoe i to jej wystarczy.
- To co zrobimy?-Szymon
-Nie wiem. Pogadam dziś z Adamem i niech on przekona swoich kolegów.Uważam,że to jest sprawa dla policji, i oni muszą to wyjaśnić zanim dojdzie do kolejnego zniknięcia dziecka, albo do czegos poważniejszego.

To koniec pierwszej notki, ale zapewniam,że niedługo będzie kontynuacja. Sama jestem ciekawa czy Izie uda sie przekonać Adama do współpracy i do zajęcia się sprawą tajemniczych zniknieć.A może to naprawde tylko fikcja literacka????W nastepnych odcinkach dowiecie się także co ze sprawą zabójstwa młodej bibliotekarki.Pozdrawiam serdecznie i czekam na komentarze.

11 lutego 2009

6/71

Kilka godzin później na Komendzie

- ciągle mam przed oczami jak ten samochód … – zaczął Marek

- nie myśl już o tym – powiedziała Iza – cuda się czasami zdarzają

- gdyby nie ten autobus, który wjechał między Kasię a Rowickiego to … – drążył Marek

- Marek przestań ! – zirytował się Adam- Kaśka i dzieciaki są całe ! Oprócz złamanej ręki i kilku guzów nic im nie jest! Kaśkę zatrzymują na wszelki wypadek na obserwację !!

- a co z Rowickim i tym chłopczykiem ? – zapytała Iza

- Rowicki jest w stanie krytycznym a Łukasz złamaną rękę i jest mocno poobijany – Adam- Paweł się przejął Małym i siedzi przy Nim. Basia jest z Kasią i ty Marku chyba też powinieneś tam być, prawda ?

- a raporty ? – zapytał Brodecki

- raporty nie zając , nie uciekną – odpowiedział Adam

- dzięki za informacje . Jutro pojawi się artykuł – uśmiechnęła się Iza wyłaczając laptopa

- nie ma za co pani redaktor – Adam puścił oczko żonie- czy mogę zaprosić żonę na dobrą kolację ?

- z dziką rozkoszą – roześmiała się Iza- Marek, głowa do góry !

W szpitalu Basia siedziała przy łóżku Kasi. Brodecka została przebadana, podano jej lekkie środki upokajające i teraz spała. Lekarz stwierdził , że ciąża nie jest zagrożona ale na wszelki wypadek pozostanie na obserwacji parę dni. Do sali zajrzał Paweł, usiadł obok Basi i przytulił ją.

- Rowicki zmarł parę minut temu , poinformowałem już Adama- powiedział cicho Nowacki- Kaśka śpi a dziaciaki rozrabiają na pediatrii. Krzyś ma guza na pół głowy ale ukradł innemu dzieciakowi autko, Ania oklapła i spi a Łukasz okręcił wokół palca wszytkie pielęgniarki.

- miły dzieciak – powiedziała Basia zamyślona- polubiłeś go, co ?

- owszem- przyznał Paweł – cześć Marek

- cześć, dzięki że posiedzieliście przy Niej – powiedział Marek- mówiła coś ?

- nie, jest w szoku – odpowiedziała Nowacka- to my się zbieramy. Pa !

Iza i Adam spacerowali wolno alejkami Parku Saskiego.

- koniec grudnia, niedługo święta a tak ciepło – westchnęła Iza- co planujemy na Sylwestra ?

- a nie wiem. Nowaccy i Michalscy coś planują razem. Jak chcesz to możemy się przyłączyć- Adam

- a co byś powiedział na Sylwestra w Zakopanym ? – zapytała Iza- Anka z mężem mają tam domek. Bylibyśmy tak tylko w trójkę bo Oni idą na imprezę.

- bardzo chętnie – Adam- chyba czytasz w moich myslach

- staram się kochanie – Iza- co z obiecaną kolacją ? Jestem głodna jak wilk !

- no to chodz- Zawada

Nowaccy weszli do mieszkania. Na powitanie przybiegł Kojak i z ogonem do góry krążył pomiędzy nimi.

- no cześć kociaku- Basia wzięła zwierzaka na ręce- co robiłeś ?

- no nie ! Znowu otworzył szafkę i wysypał cukier – westchnął Paweł – Radek pytał co z Sylwestrem

- a co ma być ? – Basia

- nooo, myśleliśmy żeby wyskoczyć na parę dni do Wisły. Odpoczniemy i w ogóle – Paweł spojrzał wyczekująco na Basię

- Agata może się dołączyć? Zerwała z chłopakiem i przeżywa – Basia

- no pewnie , że tak – Paweł- ide spać, jestem wykończony.

- ja też ! Pierwsza do łazienki ! – krzyknęła Basia i zamkneła się w łazience



Tym razem naprawdę KONIEC cz.71. Dokończyłam opowiadanie. Może trochę nudne i krótkie ale wyjaśniłam do końca sytuację . Bloga przejmuje Biedroneczka . Juz się nie mogę się doczekać jej notek. Pozdrawiam !